niedziela, 23 lutego 2014

Sztuka powstaje na talerzu, czyli recenzja restauracji L'ARC Varsovie




To miejsce wyrafinowanej prostoty, gdzie najlepszej jakości produkty tworzą niepowtarzalny rodzaj sztuki na talerzu.



   Tak jednym zdaniem można wyrazić restaurację L'Arc Varsovie, w której z Signor Fly'em mieliśmy okazję skosztowania 5 daniowej kolacji w ramach projektu "Tydzień Restauracji" w dniach 17-23 lutego, organizowanego przez Groupon. Twarzą drugiej edycji akcji jest Dariusz Kuźniak (finalista popularnego programu telewizyjnego Top Chef), który szefuje w kuchennym piekiełku w potocznie nazywanym Larcu.
Do projektu przyłączyło się 70 najlepszych restauracji z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania, Trójmiasta oraz Śląska i w których stworzono dedykowane menu w specjalnych cenach.

Uciążliwa tęsknota za smakiem owoców morza, nieodparta chęć poznawania nowych doznań kulinarnych, czy obraz Dariusza Kuźniaka w ostatnim Top Chefie sprawiły, że wybór L'arca jako pierwszej restauracji był dość oczywisty.



 Wnętrze typowo klasyczne i proste, a delikatne dodatki tworzą ciepłą atmosferę domu. Lekki francuski powiew elegancji wyczuwalny jest tu od samego wejścia. I nawet cały sufit w czerwonych balonach w kształcie serc, będący pozostałością po świętowaniu walentynek romantycznie dopasowuje się do reszty.
  Dostajemy stolik przy oknie, skąd ukradkiem spoglądamy na twarze zabieganych przechodniów.
Stosunkowo szybko daję się skusić na kieliszek wyjątkowego wina prosto z Nowej Zelandii, którego smaku nie sposób zapomnieć. Jest ono delikatne, a zarazem wytrawne, z bardzo wyraźnym aromatem brzoskwini i nieco mniej lawendy. Jedynym elementem mniej miłym jest cena, która na polskie standardy jest dość wygórowana (50zł/kieliszek). Pozostałam jednak zdania, że warto niekiedy wnieść się na wyżyny odczuć smakowych za sprawą jednego kieliszka, niż za tą samą kwotę wypić butelkę słabszego wina.
 Po wyśmienitym "aperitifie" czas na przyjemności.
Pierwszym daniem  są ostrygi ułożone na palącym się jeszcze sianku i przyrządzone na dwa sposoby- sposób klasyczny oraz zapiekane w stylu "Rockeffeler" z sosem holenderskim. Z racji, że ostrygi zawsze wydawały mi się zbyt jednolite w smaku, wersja druga znacznie przewyższyła klasykę. Zapiekane pod sosem na bazie żółtek z odrobiną szampana z posiekanym szpinakiem zyskały dla mnie całkowicie nowy wymiar.Choć wciąż zastanawiam się co ma Rockefeller do ostryg, to "jego"  sposób przerósł nasze oczekiwania.

  Zaraz potem do akcji wkraczają ulubieni władcy mórz i oceanów, co oznacza małże Św.Jakuba (inaczej przegrzebki), dorodną krewetkę a także plasterek kalmara. Wszystko to podane z pure z topinambura (inaczej karczocha jerozolimskiego) i okraszone delikatnymi kropelkami sosu z awokado oraz przecudownym musem z prażonych orzechów, co dodaje subtelnej słodyczy całemu daniu. Jedynie przyczepić się można do kalmara, który trochę wydał się za twardy, przez co niestety gumowaty.
 Po chwili odpoczynku na stół trafia dorsz przyrządzany z masłem z homara oraz karmazyn w wersji klasycznej. Całość podana z jajkiem, przyrządzony na sposób Poche (inaczej w koszulce) z pure z selera z wyrazistym sosem gorczycowym, co sprawia że danie z każdym kęsem staje się intensywniejsze.
  Teraz czas na przełamanie rybnych smaków  i danie zdecydowanie cięższe od pozostałych, czyli poliki wołowe przyrządzanie w sosie dojrzewającym 18 godzin. Wszystko podane z dodatkiem karmelizowanej marchewki. Dopełnieniem jest pure ziemniaczano-chrzanowe. Danie dość ciężkie lecz niezwykle interesujące w smaku.
  Ostatnią atrakcją jest czekoladowy deser z elementem kuchni molekularnej. Kucharze sami podchodzą do stolika, aby listki mięty wraz z mrożonymi malinami potraktować ciekłym azotem.Stanowią one dodatek do galaretek czekoladowych formą przypominających ptasie mleczko. Wszystko to polane sosem z białej czekolady. Największym słodkim skarbem jest tu lekka pianka Bailey's uzupełniająca wykwintny deser delikatnym finiszem alkoholu.

Najprzyjemniejszym jednak momentem była chwila, kiedy Bartosz Musiał , sprawujący rolę szefa kuchni tego wieczoru (znany również widzom "Top Chef"), osobiście podszedł do naszego stolika i opisał nam sposób przyrządzenia poszczególnych dań. Wtedy to właśnie zrozumiałam, że gotowanie jest najpiękniejszym rodzajem sztuki.
 Podsumowując nasz wieczór, L'Arc to zdecydowanie idealne miejsce dla osób poszukujących nowych smaków oraz ceniących jakoś produktów, a niekoniecznie ich ilość. Świetnie nada się także na poważne rozmowy biznesowe. Byłabym ostrożna w polecaniu go na pierwszą randkę, gdyż stosunek do owoców morza w Polsce jest wciąż rachityczny. Jednakże zdecydowanie może być wspaniałym miejscem się na celebrowanie ważnych dat w związku.
Nieco odstraszające (jak na polskie warunki) są jedynie ceny potraw jak i napojów, więc warto korzystać z okazji spróbowania wielu dań w specjalnej cenie, jaką oferuje Groupon w ramach tygodnia restauracji.
Jeśli chcecie wypróbować tego, o czym tu piszę polecam wejść na stronę:  http://special.groupon.pl/exclusive. 











1 komentarz:

  1. Koniecznie będę musiała się tam wybrać. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim za dodane komentarze. Nie bójcie się zadawać pytań. W miarę możliwości odpowiem na wszystkie !

Zobacz inne przepisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...