niedziela, 20 lipca 2014

Leniwe na leniwy obiad




Dziś leniwe. Leniwe to wspomnienie ciepłego obiadu u dziadków. Babcia obficie polewała je masłem z bułką tartą i dużą ilością cynamonu. Słodkie kluski na stół lądowały zazwyczaj w piątek, wtedy kiedy ku rozpaczy dziadka i mojej radości, obowiązywał zakaz jedzenia mięsa. Szczęście było jeszcze większe, kiedy w starej spiżarni znajdywało się zakurzone słoiki babci ze słodkimi konfiturami z kwaśnych czarnych porzeczek. Wtedy to dużą łyżką wyciągało się zawartość weka i nakładało na  talerz z gorącymi leniwymi.
  Kilka dni temu kupiłam słoik czarnych porzeczek. Podobno dzięki czarnym porzeczkom pozbywamy się toksyn z organizmu, wzmacniamy serce i obniżamy ciśnienie krwi. Kilka wieków temu odkryto również, że owoce czarnej porzeczki są skuteczne na uciążliwe biegunki, bóle gardła czy infekcje oddechowe.
Przegryzając kwaśne owoce wróciłam do lat beztroskiego dzieciństwa i wakacji na działce. No i obowiązkowo ulepiłam leniwe.


Leniwe z sosem z czarnych porzeczek 

Leniwe (przepis na ok.4-5 os)
- 500g twarogu
- 2 łyżki cukru waniliowego
- 1 łyżeczka cynamonu
- 150g mąki
-  szczypta soli + szczypta do osolenia wody
Syrop z czarnej porzeczki z amaretto
- 300g czarnej porzeczki
- ok.1/2 szklanki cukru ( można więcej- w zależności od kwaskowatości porzeczek)
- 1 łyżka amaretto * (opcjonalnie lub inny alkohol)
- 1 łyżka soku z cytryny
- 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej *(opcjonalnie- jeśli sos będzie za rzadki)
Dodatkowo:
- jogurt/śmietana/serek waniliowy
- listki mięty lub bazylii
- cukier puder

Sposób przygotowania:
Sos:
Czarne porzeczki odszypułkujemy i dokładnie myjemy. Wkładamy do garnka. Czekamy, aż owoce puszczą sok. Wsypujemy cukier i sok z cytryny, zagotowujemy i zmniejszamy ogień, aż sos będzie gęstszy. Dodajemy alkohol. Chwilę jeszcze gotujemy. Jeśli jest za rzadki, łączymy łyżkę sosu z mąką- dokładnie rozpuszczamy ją i dodajemy do reszty.
Sos przecieramy przez sito ( zostawiamy 3 łyżki do dekoracji) i podajemy na ciepło z kluskami.
Leniwe:
Ser dokładnie rozgniatamy widelcem (możemy też delikatnie blendować). Dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy (masa musi być nieco klejąca). Ciasto dzielimy na kilka części. Blat delikatnie posypujemy mąką i formujemy wałki. Kroimy ukośnie kluski na ok.2cm.
Wrzucamy na osolony wrzątek i gotujemy do momentu wypłynięcia.

Podajemy z ciepłym sosem, jogurtem/śmietanką/serkiem i listkami.
Możemy także posypać cukrem pudrem.







Wpis Sfinansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw

sobota, 12 lipca 2014

Kilka słów o Tiramisu



Zdjęcia z Londynu wciąż leżą w nieodkrytym stosie zdjęć do obejrzenia. Obiecuję, że jak najszybciej opiszę Wam znajdujące się tam skarby, ale ten tydzień przypominał kręcącą się karuzelę, w której każdy dzień wirował coraz szybciej. Ostatnie dni spędziłam na pieczeniu, prowadzeniu śniadań kontynentalnych w dwóch wydawnictwach i organizowaniu rodzinnego spotkania. I choć wiele trudnych spraw i decyzji przede mną, dopiero dziś głęboko oddycham i zakładam na nos różowe okulary.
  Deszczowe dni słodzę pucharkami pełnych słodkiej masy i aromatycznie namoczonych kawałków biszkoptów. Powiadają, że deser ten powstał przez kompletny przypadek dopiero w latach 60tych, kiedy to pewna Włoszka karmiąca piersią codziennie od swojej teściowej dostawała podwieczorek składający się z żółtek ubitych z cukrem, filiżanki kawy oraz kilku biszkoptów. Według starszej kobiety deser ten miał spowodować, że młoda mama będzie miała więcej mleka i sił do zajmowania się dzieckiem .  Po pewnym czasie, kiedy młoda kobieta wróciła pełna energii do pracy, czyli rodzinnej restauracji, podzieliła się pomysłem na deser z kucharzem tamże pracującym. Do podstawowych składników dodali jeszcze ser mascarpone. Namoczone w mocnym espresso biszkopty przekładali z masą serowo-żółtkową, a wierzch posypali obficie gorzkim kakao.
Deser został nazwany Tiramesu od czasownika Tirarsi su, oznaczającego podnieść się psychicznie i fizycznie. Natomiast tirami sù oznacza "poderwij mnie".
Co ciekawe oryginalny przepis nie zawiera ani alkoholu, ani śmietany, ani wszelkich innych dodatków.

BORÓWKI amerykańskie najlepsze do tiramisu
Jestem zdania, że dodatek likieru amaretto i owoców jest idealny. Dodałam już kiedyś maliny (przepis na Tiramisu pod malinami), a teraz czas na borówki, które niekiedy są nazywane także błękitnym skarbem. Zawierają one bowiem ogromną ilość antyoksydantów i antocyjanów, ważnych między innymi w zapobieganiu i leczeniu raka. Ponadto dzięki zawartości błonnika i innych dietetycznych właściwości, są one traktowane jako owoce wspomagające odchudzanie, a duża zawartość witamin typu A,B,C i E odpowiada za cofanie! procesu starzenia i zapobiegania infekcjom. Łączmy, więc siły Tiramisu i borówek !


(nie do końca oryginalne) TIRAMISU z borówkami
(dla ok. 6 osób)

Składniki:
- ok.400-500g borówek
- 250g mascarpone
- 250ml kremówki
- 2 paczki biszkoptów (typu sarvoiaa
- filiżanka mocnego espresso (najlepiej zrobionej we włoskim ekspresie)
- 4 łyżki cukru
- 4 żółtka
- 4-5 łyżek likieru amaretto
- ciemne kakao do posypania* (opcjonalnie)

Żółtka ucieramy z cukrem na jednolity gęsty kogel mogel. Kiedy masa będzie gotowa, ostrożnie dodajemy mascarpone. Delikatnie miksujemy.
W oddzielnej misce ubijamy kremówkę i dodajemy ją do reszty.
Zaparzamy kawę i przelewamy ją do głębszego półmiska. Wlewamy alkohol i mieszamy.
Po kolei każdy biszkopt delikatnie namaczamy w kawie z likierem(uważamy aby nie nasiąkły) i układamy w półmisku lub w pucharkach. Na to nakładamy część kremu, posypujemy borówki i kładziemy połowę biszkoptów (moczymy je w kawie tuż przed wyłożeniem). Nakładamy drugą część masy i całość posypujemy borówkami. Możemy sam wierzch posypać ciemnym kakao.
Wkładamy do lodówki na co najmniej 3 godziny (można też na noc).



Wpis Sfinansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw







sobota, 5 lipca 2014

O najlepszych ciastkach zainspirowanych porwaniem mnie w odległą krainę



  Nie dalej niż tydzień temu Signor Fly rozkazał mi spakować najważniejsze rzeczy w walizeczkę niewiele większą niż moja podręczna torba. Z szerokim uśmiechem zakomunikował, że wyjeżdżamy. "Zero pytań" dodał z dumą w głosie i odważnym krokiem wyszedł z pokoju. Na nic zdały się moje błagania i podchwytliwe pytania dotyczące pogody i sposobu podróżowania. W pośpiechu zdążyłam,więc chwycić do ręki aparat, parę butów i kilka niezbędników. Z przerażeniem w oczach patrzyłam na zawartość mojej szafy i wielkość walizki. Dyskutowałam, że" jeśli jedziemy/lecimy/płyniemy tam gdzie są same góry to po co mi szpilki? Ale jeśli lecimy na plażę...to muszę wziąć kostium? A jeśli do jakiegoś miasta...to przecież garderoba zupełnie musi być inna. A jeśli będzie padać to może płaszcz ! Ale po co płaszcz jeśli będzie słońce ! A parasolkę brać? Właściwie to ja już nigdzie nie jadę, bo co to za sens...jak nawet nie wiem co mam tam robić!" Po kilku godzinach pakowania i głośnych dyskusji wreszcie udało nam się dostać na lotnisko (przynajmniej zgadłam, że nie płyniemy promem). Wszyscy jednak byli tak tajemniczy, że dopiero stojąc pod bramką zobaczyłam magiczny napis "London". Tak to z małą walizeczką trafiłam do ogromnego i czarującego Londynu, w którym puby są przemoknięte od nadmiaru piwa, whiskey i cydru, metro ma 12 linii i 275 stacji, stare kamienice otaczają szklane wieżowce, a ludzie chodzą boso po jaskrawo zielonej trawie w Hyde Parku. No i jest mój najukochańszy Marks & Spencer Food, w którym chętnie spędziłabym pół wyjazdu( jak to dobrze,że choć Signor nie popada w obłęd kiedy zobaczy kilka słoiczków) ! 
  Ale o tym i o wielu fajnych miejscach napiszę w następnych postach, a tymczasem zapraszam Was na najlepsze ciastka, do zrobienia których zainspirowały mnie wypieki w jednej z najfajniejszych kawiarni w centrum Londynu.


CUD MIÓD MALINA
Najlepsze w tych ciastkach to połączenie białej czekolady i malin, które królują już na targach. Powoli i skutecznie wygryzają truskawki. Nic dziwnego, gdyż wystarczy jedna malina na podniebieniu, a jej słodki smak przenosi nas w odległe ścieżki lasu. Owoce te oprócz wielu witamin jakie w sobie zawierają, posiadają także mnóstwo błonnika (najpierw syci, a potem usprawnia trawienie), a ich 100g to tylko 47 kcal. Co ciekawe są one również doskonałym środkiem przeciwgorączkowym i przeciwzapalnym ! Cieszmy się, więc ich smakiem. Póki są :)





Najlepsze ciastka z malinami, białą czekoladą i kokosem !
(Przepis zaczerpnęłam z bloga Kwestia Smaku
Składniki:
- 100g masła
- 150g mąki
- 1/2 szklanki wiórków kokosowych (zachęcam do przygotowania ich własnoręcznie jak tutaj)
- 1/2 łyżeczki soli
- 1/2 szklanki cukru (najlepiej własnoręcznie zrobionego cukru różanego) -w przepisie było o połowę więcej, jednak dla mnie były troszkę za słodkie
- 1 jajko
- 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (nabyłam w Marks&Spencer)
- niecała tabliczka białej czekolady
- maliny (ok 300g) 
- do pomocy może Ci się przydać też pierścień/obręcz kuchenną do wykrojenia ciastek jeśli ciasto się rozleje)


Czekoladę kroimy na drobne kwadraciki. Ja każdą kosteczkę podzieliłam na ok 6 części. Suche składniki (mąka, wiórki, sól -bez cukru) mieszamy w jednej misce. Osobno ubijamy masło, dosypujemy cukier i jajko. Dokładnie miksujemy. Po pewnym czasie, kiedy cukier już przestaje chrzęścić, dolewamy ekstrakt, Dosypujemy składniki suche i miksujemy. Dodajemy czekoladę i delikatnie mieszamy. Za pomocą łyżki układamy małe porcje ciasta na blaszce wyłożonej papierem , zostawiając duże przerwy (lubi się wylewać). Na blaszce powinno zmieścić się ok. 5 dużych ciastek ! Nakładamy po kilka malin na wierzch i pieczemy  w 180 C przez ok. 12-15 min, aż do czasu kiedy na brzegach będą złociste, a w środku miękkie i jaśniejsze. Blachę wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy do ostygnięcia. Dopiero potem zdejmujemy nasze wypieki (na ciepło lubią się łamać).
Uwaga:
Jeśli ciasto wyleje się pod koniec pieczenia możemy wziąć obręcz i wykroić kształt ciastek. 


Wpis Sfinansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw





niedziela, 29 czerwca 2014

Ciasto dla czekoladoholików z porzeczkami

Czerwone porzeczki to odległy smak moich wakacji na działce dziadków. Pamiętam, że rosły pod płotem sąsiada i często nad ranem skradałam się, żeby zerwać czerwoną garść tych kwaśnych owoców. Ich delikatnie cierpko-słodki posmak wywoływał niekontrolowany grymas na mojej twarzy, który pozostał mi do dziś. Nadal lubię ich kwaskowatość, lecz teraz wolę przełamywać ją z intensywną słodyczą gorzkiej czekolady, która idealnie równoważy odczucia smakowe. Jest jeszcze jedna zaleta takiego połączenia. Podobno owoce czerwonej porzeczki mają znaczenie dietetyczne, dzięki dużej zawartości witaminy C, prowitaminy A, soli mineralnych, cukrów i kwasów organicznych. Natomiast czekolada to głównie magnez, wapń,  żelazo, a także wiele innych ważnych witamin. Warto, więc łączyć tak wartościowe składniki w jedno i stworzyć na przykład pyszny czekoladowy sernik na zimno. Dzisiejsza propozycja jest przede wszystkim dla czekoladoholików, gdyż ciasto jest niezwykle intensywne w smaku i przez ilość czekolady jest stosunkowo ciężkie.
 Nie wymaga pieczenia, więc świetnie nadaje się na letnie upały. Koniecznie podajemy je z sezonowymi porzeczkami.  Sernik przygotowałam bez spodu, aby zaoszczędzić trochę kalorii, ale świetnie smakuje także ze spodem z kruszonych np.orzechowych herbatników.

Uwaga.Najlepiej przygotować w mniejszej formie (o średnicy maks 22cm), gdyż moja była zdecydowanie za duża.

Czekoladowy sernik na zimno z czerwonymi porzeczkami:
Spód (opcjonalnie)
- opakowanie (ok.180g) ciastek ( ja używam orzechowych, ale pasują też digestive)
- 50g roztopionego masła
- 3 łyżki zmielonych orzechów laskowych 
- 2 łyżeczki rozpuszczalnej kawy
Masa:
-500g twarożku lub serków homogenizowanych (ja użyłam serki homogenizowane czekoladowe, ale wyjdzie także ze zwykłym zmielonym serem na sernik)
- 250g czekolady (ja użyłam gorzkiej, by deser był wytrawniejszy)
- małe świeżo zaparzone mocne espresso (ok 4-5 łyżek)
- 200g śmietany 30%
- 2,5 łyżeczki żelatyny (do jej rozpuszczenia będziemy potrzebowali dosłownie kilka łyżek wrzątku)
- ok. 5 czubatych łyżek cukru pudru (ilość w zależności od tego jak słodki jest ser oraz czekolada)
- kilka kropelek prawdziwego ekstraktu z wanilii
- kubełek czerwonych porzeczek

Spód:
W garnuszku, na malym ogniu,  rozpuszczamy masło.  Kiedy już całkowicie będzie płynne zdejmujemy z palnika i wrzucamy kawę. Dokładnie mieszamy. W blenderze kruszymy ciastka na bardzo drobno i łączymy z roztopionym kawowym masłem. Dokładnie mieszamy i powstałą masą wykładamy dno tortownicy (wyłożonej papierem). Równomiernie wygładzamy łyżką, tak aby zakryć boki. Wstawiamy do lodówki i przygotowujemy masę.
Masa:
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej na płynny, aksamitny sos. Kiedy rozpuści się całkowicie zdejmujemy z ognia, aby chwilę się przestudziło. Ser dokładnie miksujemy i dodajemy 3/4 cukru (resztę używamy do śmietany, aby lepiej się ubiła), ekstrakt z wanilli, rozpuszczoną czekoladę oraz espresso. Miksujemy na gładką masę.
W osobnej misce ubijamy na sztywno śmietanę z odrobiną cukru pudru. W szklance rozpuszczamy żelatynę i energicznie mieszamy. Dodajemy do niej łyżeczkę masy serowej, aby się nie zważyła i dorzucamy do całej masy. Miksujemy. Na koniec delikatnie dodajemy ubitą kremówkę i łyżką ostrożnie mieszamy. Masę przelewam na spód i wkładamy na kilka godzin do lodówki (na ok 3-4 godzin). Przed podaniem obficie posypujemy porzeczkami (najlepiej je wcześniej oczyścić i rozdzielić).

Wpis Sfinansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw





sobota, 21 czerwca 2014

Placuszki z kaszy manny z truskawkami

 

Kiedy byłam małą dziewczynką lubiłam aksamitny smak kaszy manny z soczystymi truskawkami. Myśląc o białym talerzu wypełnionym po brzegi powracam do beztroskich lat dzieciństwa. Po upalnym dniu pełnym zabaw w Federalne Służby czy "dobrych"złodziei nic tak nie cieszyło jak ciepła miseczka kaszy polana owocowym sosem. Dodatkowo obowiązkiem udanego podwieczorku było mocno czekoladowe kakao, do którego wrzucało się kolorowe słodkie pianki.
  Cieszyło się wtedy z każdego zachodu słońca, z puszczenia idealnej "kaczki" po rzece, czy z każdej pojedynczej gwiazdy na niebie. I choć radość w dorosłym życiu przestaje być tak oczywista...nadal niektóre smaki pozwalają nam poznać ją na nowo.
Ostatnio natrafiłam na artykuł o truskawkach w magazynie "Piękno i Pasje" i znalazłam przepis na kluski z kaszy manny z syropem truskawkowym i choć kluski nie wyszły...to ze składników na nie usmażyłam pyszne placuszki, a w słoikach zamknęłam pyszny sos, który ma za zadanie przywołać to lato tej zimy...


Składniki na syrop truskawkowy (wd.przepisu "Piękno i Pasje" 4-5/14)
(ok.1 litr)

- 750g truskawek
- 250g cukru
- sok z 1 całej cytryny

Truskawki zanurzamy na chwilę w zimnej wodzie. Odsączamy i usuwamy ogonki. Kroimy na ćwiartki. Wkładamy do garnka, zalewamy wodą (tak aby zakryła owoce) i wsypujemy cukier. Gotujemy przez 20min (na małym ogniu). Miksujemy i przecieramy przez sito. Sos znowu wkładamy do garnka, zagotowujemy i dodajemy sok. Gorący syrop przelewamy do wyparzonych słoików i dokładnie zakręcamy. Przechowujemy do 6 miesięcy.
 


Placuszki z kaszy manny

- 500g zmielonego twarogu (jeśli użyjemy twarożku homogenizowanego ciasto się bardziej rozwala,ale też jest dobre)
- 100g kaszki manny
- 2 jajka
- laska wanilii
- 2łyżki cukru waniliowego
- łyżka kakao (*opcjonalnie)
- łyżka mąki (*jeśli ciasto będzie za rzadkie)
- olej do smażenia

Składniki łączymy ze sobą. Czekamy ok. 10min i na rozgrzany olej nakładamy po łyżce ciasta. Smażymy po kilka minut na każdą stronę. Odsączamy chwilę na papierze i podajemy z sosem truskawkowym.



Sfinansowano z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw







niedziela, 15 czerwca 2014

Kukurydziane ciasto truskawkowe na maślance


Pokolorowałam kuchnię na owocowo!
W deszczowy poranek kupiłam duży kosz rozkosznie rubinowych truskawek, a dom zapachniał znów latem. I być może mój podziw nad tymi ananasowymi poziomkami wyda Wam się  nazbyt obsesyjny, ale przecież wszystko co szybko odchodzi, kocha się bardziej i intensywniej! Każda truskawka może być ostatnią dobrą truskawką tego sezonu, więc póki ulice są zapełnione czerwonymi łubiankami, wykorzystujmy je do ciast, deserów,sosów, makaronów, owsianek czy koktajli. Pokolorujmy nasze kuchnie na truskawkowo, tak żeby najeść się nimi na cały rok !
Co do koktajli...to jutro o 8 w DzieńDobry TVN będziecie mnie znów mogli zobaczyć gotującą w kąciku kuchennym !
Dziś przedstawiam Wam propozycję zdrowego placka z mąki kukurydzianej i orkiszowej na maślance. Jest bardzo mokry i sycący :) I zupełnie nie czuć, żeby był zdrowym ciastem !


 Kukurydziany placek truskawkowy na maślance
- 1 i 1/2 szklanki mąki kukurydzianej
-1/2 mąki orkiszowej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/2 szklanki oleju
- 3/4 szklanki maślanki
- 4 jajka
-3/4 szklanki brązowego cukru
- 2 łyżki cukru z płatków róży lub waniliowego
- truskawki-ilość wedle uznania (ok.400g)

Mokre składniki miksujemy w jednej misce, po czym dodajemy do nich suche (przesiane mąki, proszek i cukier). Ciasto przelewamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Truskawki kroimy na pół i obficie układamy je na cieście. Pieczemy w 190C przez około 50-60min (do suchego patyczka).


Sfinansowano z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw

środa, 11 czerwca 2014

Mleko poziomkowo ananasowe

Uwaga !
POZIOMKI ANANASOWE poszukiwane !

Poziomki ananasowe są krwiście czerwone, słodsze  niż cukierki, a kształtem przypominają serce. Smakiem przenoszą nas do beztroskich czasów dzieciństwa, a w towarzystwie bitej śmietany tworzą jeden z najlepszych i najprostszych deserów. Mało kto wie, że są one owocem miłości (skrzyżowania) poziomki wirginijskiej i południowoamerykańskiej poziomki chilijskiej. Najczęściej ukrywają się pod pseudonimem "truskawki" i śmiało można nazwać je jedną z największych bomb- zarówno witaminową tudzież mineralną. Stanowią one zaskakujące bogactwo witaminy C (większe niż w cytrynach, czy grejfrutach), soli organicznych odpowiadających za przemianę materii, wapnia i fosforu wzmacniających kości, czy właściwości odpowiadających za odtruwanie, odkwaszanie i oczyszczenie organizmu, a cukry w nich występujące są łatwo przyswajalne dla cukrzyków.

Portret pamięciowy "truskawki"
źródło: https://www.youtube.com/watch?v=--saP_GH4y4

  Co zrobić kiedy wpadnie się w sidła przestępczych bomb? Nie poddawajcie ich wszystkich pod kran, ale umyjcie tylko te co chcecie zjeść. Jeśli musicie pozostawić je bez opieki na noc-włóżcie je do lodówki. Tam nie uciekną i co więcej przeżyją noc !
Jeśli dojdziecie do wniosku, że już nie nadają się do spożycia, zróbcie z nich odświeżającą maseczkę na twarz lub przygotujcie z nich mleko na piknik.

Ktokolwiek widział czerwoną łubiankę, w której chowają się  bomby przebrane za serca proszony jest o natychmiastowe kupienie ich i skonsumowanie na rzecz swojego bezpieczeństwa i zdrowia !

Na pewno wiele innych przepisów koktajlowych z wykorzystaniem tych "bomb" zobaczycie w najbliższy poniedziałek w DD TVN, gdzie znowu będę gościła:) 


Waniliowe mleko truskawkowe (z poziomki ananasowej)(na ok. 2-3 małe butelki)
- 500ml mleka krowiego lub migdałowego (przepis na domowe mleko migdałowe)
- 200g truskawek
- laska wanilii lub płaska łyżeczka sproszkowanej wanilii
- ok. 4-5 łyżki miodu/syropu z agawy/syropu klonowego

Truskawki dokładnie miksujemy i dodajemy resztę składników. Przelewamy do szklanek/ słoiczków i wstawiamy do lodówki.
Mleko w zamkniętych butelkach możemy trzymać max 2 dni.




Sfinansowano z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw


czwartek, 5 czerwca 2014

MoreLOVE ciastka


Podobno morele hamują starzenie, więc jem ich więcej, bo czuję w powietrzu upływający czas i  z niepokojem dostrzegam pierwsze oznaki mijających dni. Lubię ich tajemniczy, niekiedy nieco cierpki,smak.
Podobno mają w sobie dużo beta karotenu, więc z myślą o słonecznych promykach oświetlających moją skórę, zapełniłam nimi pół mojego kosza z owocami.
Niekiedy rozgrzebuje ich miąższ i wyjadam pestki...które mają uchronić mnie przed wszelkimi chorobami cywilizacyjnymi. A w razie niespotykanych gości otwieram słoiczek Nutelli i zawijam je w aksamitne ciasto francuskie, tak jak tu:



MoreLOVE ciastka
- rulon ciasta francuskiego
- kilka większych moreli ( ok. 6 sztuk) -mogą być także brzoskwinie
- słoiczek Nutelli lub innego kremu czekoladowego
- cukier puder do posypania
- jajko (osobno białko i żółtko)

Rozgrzewamy piekarnik do 200C (musi być w pełni rozgrzany, aby ciasto ładnie wyrosło). Schłodzone ciasto francuskie rozwałkowujemy delikatnie (nie może być za cienkie). Morele kroimy na pół i obieramy ze skórki. Pestki (tylko z moreli ekologicznych) zostawiamy do zjedzenia. W wydrążone środki owoców nakładamy obficie po dużej łyżeczce kremu czekoladowego.
Z rozwałkowanego ciasta wycinamy prostokąty- z jednej strony musi być większa przerwa, żeby móc zawinąć ciasto. Na brzegach smarujemy białkiem i składamy na pół w kieszonki. Na wierzchu robimy nacięcie w kilku  miejscach i smarujemy żółtkiem.
Pieczemy, aż ciasto nabierze złotego koloru ok.15-20 min. Posypujemy cukrem i jemy na ciepło lub zimno.






poniedziałek, 26 maja 2014

Książka która zmusza do działania, czyli UGOTUJ swój BIZNES



Dziś będzie o spełnianiu marzeń.
Ile razy Twój świetny pomysł na biznes gubił się w nadmiarze codziennych spraw?
Zauważasz braki na półce w sklepie i w swojej kuchni tworzysz alternatywę, która nagle staje się hitem wśród Twoich przyjaciół i rodziny.
Czy nie wtedy na krótką chwilę widzisz swoją dumną postawę na miejscu prezesa? W wyobraźni zrzucasz nudne szaty biurowej korporacji i słuchasz tylko i wyłącznie swoich rozkazów.
Jednak rzeczywistość wraca z impetem, a Ty swój plan skrycie trzymasz na dnie szuflady. Do czasu...kiedy ktoś cię nie uprzedzi...

Jeśli w tym miejscu kręcisz twierdząco głową to powinna zaciekawić Cię najnowsza pozycja książkowa o tytule "Ugotuj Swój Biznes" Rachel Hofstetter, która dzisiaj trafia na półki polskich księgarni.  Bynajmniej nie jest to poradnik kulinarny, ani książka o wybitnych szefach kuchni. To smaczna biznesowa książka o zwyczajnych ludziach, którzy tak jak my marzą, planują, ale przede wszystkim mają odwagę poczynić krok dalej i urzeczywistnić swoje biznesowe fantazje. Wkrótce dostrzegamy, że ich pomysł na biznes to dopiero niewielki procent całego sukcesu, za którym głównie stoi pasja, samodyscyplina jak i zawziętość bohaterów.
 Poznajemy historię Mary, która dzięki chorobie zwaną celiakią odkryła gen przedsiębiorczości, mrożonych burrito Phila powstałych jako przypadkowy zarobek do kontynuowania wspinaczkowej pasji, masła orzechowego w saszetkach Justina, zdrowszej alternatywy chipsów Keitha oraz wiele innych przykładów. W każdym rozdziale poznajemy innego bohatera i znajdujemy niezwykle interesujące historie marek
Przez kilka stron poznajemy ich całą drogę od przypadkowego pomysłu  przez trafienie na półki najpopularniejszych sklepów, aż w końcu osiągnięcie oszałamiających wyników sprzedażowych.
 Zadziwiający jest fakt, że każdy biznes opierał się na niezwykle prostym pomyśle. Pomiędzy opowieściami autorka umieściła dodatkowe wskazówki i porady na przykładzie sławnych przedsiębiorców.
Każdy rozdział kończy się stroną "na wynos", co w szerszym rozumieniu oznacza biznesowe wnioski końcowe, które powinniśmy wysunąć z danego przykładu firmy.
 To swoista twierdza każdego kto chciałby osiągnąć sukces i to nie tylko w branży kulinarnej. To zbiór doświadczeń ludzi, którzy byli zdeterminowani do podzielenia się swoją wizją produktu i dzięki temu odnieśli sukces !
UWAGA ta książka bardzo motywuje do działania !

Ja zmotywowana gorącem stworzyłam mój niezawodny koktajl kokosowy. Może i on mógłby zyskać sławę i stanąć w sklepowych lodówkach :) ?

p.s
Jako, że dziś Dzień Mamy, wszystkim mamom życzę wszystkiego najlepszego. Sobie życzę, żebym była kiedyś taką mamą dla swoich dzieci jak moja mama dla mnie :)


KOKTAIL KOKOSOWO BANANOWY NA OCHŁODZENIE bez laktozy
(przepis na dwie osoby)

- 1 cały kokos (ewentualnie 1/2 szklanki kupnej wody z kokosa)
- 1 duży banan lub 2 mniejsze
- 1/2 lub 3/4 szklanki mleczka kokosowego
- 1 łyżka wiórków kokosowych
- 1 łyżka miodu/syropu z agawy (opcjonalnie do smaku)
- 4 kostki lodu
- starta czekolada (opcjonalnie)

Banana/y miksujemy. Dolewamy mleczko kokosowe z puszki i wodę z kokosa (przepis na rozbrojenie kokosa i uzyskanie kokosa). Dolewamy ewentualnie syrop/miód i startą czekoladę*. Miksujemy wszytsko razem. Szklanki bądź pucharki napełniamy kilkoma kostkami lodu i wlewamy koktail. Na górę posypujemy wiórkami.

poniedziałek, 19 maja 2014

Rabarbarowe wspomnienia



Jak dotąd rabarbar kojarzył mi się z kompotem w szkole. Wysyłaliśmy po niego naszego kolegę, który miał trudność z wymową literki "r" i dość zabawnie wychodziło mu wypowiadanie magicznego słowa rabarbar.
Choć wcale nie należeliśmy do grupki złośliwych dzieci krzywdzących inne, to jedynie ten widok sprawiał nam niewyobrażalną radość. Równie wesołą minę miała pani nalewająca słodki płyn do szklanek.
Od czasu zakończenia szkoły rabarbar stał się dla mnie całkiem zapomnianym słowem. Zapomniałam smaku kompotu i tej stołówkowej radości, a mama opowiadając o dziwnym i niezrozumiałym zjawisku jakim jest kwas szczawiowy, skutecznie mnie do niego zniechęciła. Do czasu...kiedy te śmieszne różowe badyle zobaczyłam podczas ostatniej wizyty na straganie i nagle pomyślałam,że jeszcze raz chciałabym się poczuć jak na tej stołówce...



Przepis na ten placek zaczerpnęłam z Kwestii Smaku i szczerze wszystkim, absolutnie wszystkim polecam!


Spód:
- 150g mąki orkiszowej jasnej (może być zwykła pszenna)
- 100g mąki ziemniaczanej
- 130g masła
- 1jajko
- 40g cukru + 1małe opakowanie cukru waniliowego

Nadzienie:
- 1/2 rabarbaru
- 4 łyżki miodu (może być też syrop z agawy)
- 100g suszonych daktyli (ja używam także czasem fig)
- łyżeczka suszonej wanilii (*opcjonalnie)

Kruszonka:
- 100g mąki orkiszowej (może być zwykła pszenna)
- 50g mąki ziemniaczanej
- 4 czubate łyżki cukru (ja używam brązowego)
- 80g masła

Daktyle/Figi moczymy w gorącej wodzie. Składniki na spód łączymy ze sobą i formujemy kulę. Ciasto wkładamy na min.godzinę do lodówki. W tym czasie przygotowujemy nadzienie. Zielone części rabarbaru odcinamy i wyrzucamy. Resztę kroimy na ok.centymetrowe paski. Łączymy je z pozostałymi składnikami na nadzienie i odstawiamy na bok. Rozgrzewamy piekarnik do 180-190C.
Ciasto wyjmujemy z lodówki i układamy na natłuszczoną (i posypaną bułką tartą) blachę. Dziurkujemy delikatnie widelcem i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy ok.20min, aż uzyskamy złocisty kolor. W tym czasie miksujemy daktyle/figi lub kroimy na małe kawałki.
Spód wyjmujemy z piekarnika, studzimy i nakładamy na niego najpierw pure z suszonych owoców, potem rabarbar. Osobno mieszamy składniki do kruszonki i ścieramy ją na wierzch ciasta.
Pieczemy ok.30min, aż nabierze złocistych kolorów.


Zobacz inne przepisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...