czwartek, 11 lutego 2016

Słodkie marchewkowe muffinki i beziki na walentynki



Zrobiłam muffinki i bezy. Dodałam czerwony barwnik, bo zaraz dzień miłości. Wokół lizaki w serduszka,pluszowe misie i latające balony przygrywające miłosne kawałki.
Wokół coraz więcej serc, tylko w sercach coraz mniej miłości...

My podczas tego czerwonego dnia będziemy obżerać się pysznymi, wilgotnymi marchewkowymi muffinkami, zagryzając je słodkimi bezami i popijając mocną gorącą czekoladą. A Buniek będzie wyjadać krem z muffinów.



 Muffinki marchewkowe z kokosem
Suche:
- 170g mąki
- 1/2 łyżeczki sody
- 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 2/3 szklanki drobnego cukru
- przyprawy: szczypta soli, szczypta gałki muszkatałowej, pół łyżeczki suszonego imbiru i duża łyżeczka cynamonu
- 3 łyżki wiórków kokosowych
Mokre:
- 2 jajka
- 1 szklanka startej marchewki
- 2 łyżki śmietany
- 1/2 szklanki oleju
- skórka z wyparzonej cytryny

Krem:
-200g serka śmietankowego
- 200ml kremówki
- 2łyżki cukru pudru
- czerwony barwnik (opcjonalnie)

Piekarnik nastawiamy na 180C. W jednej misce łączymy suche składniki, a w drugiej mokre. Do mokrych składników dodajemy suche. Mieszamy niedokładnie, tak aby widać było jeszcze mąkę i przekładamy do formy wypełnionej papilotkami.
Pieczemy ok.25min do suchego patyczka.
Studzimy.  W tym czasie robimy krem- wszystko ze sobą ubijamy i nakładamy za pomocą szprycy na zimne babeczki.


Beziki:
- 2 białka
- 90g drobnego cukru
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
-1 łyżeczka octu

Piekarnik nastawiamy na 110C (najlepiej z funkcją termoobiegu). Białka (ja używam zimne, z lodówki) ubijamy na sztywną pianę. Stopniowo dodajemy po łyżce cukru (ważne jest, aby robić to bardzo stopniowo). Kiedy piana będzie sztywna na tyle, że po odwróceniu miski nie drgnie, dorzucamy mąkę i ocet. Dokładnie mieszamy i pianę nakładamy do szprycy lub worka. Na tacy wylożonej papierem do pieczenia lub matą nakładamy ( w odstępach) beziki. Wstawiamy do piekarnika i suszymy ok.40min (jeśli wolicie ciągnące bezy możecie wyjąć po ok.30min.)





środa, 20 stycznia 2016

Tradycyjne leniwe dla leniwców i dzieciaków powyżej 10 miesiąca



O leniwych już było tutaj. Jedliśmy je wtedy z syropem z czarnych porzeczek z dodatkiem amaretto.
Jakiś czas minął, a ja znów do nich powracam. Tym razem miał to być deser dla Bunia. Skończyło się na stworzeniu domowej fabryki małych kluseczek dla nas wszystkich.
I tak fabrykę otwieram co kilka tygodni...z marną szansą na ich zamrożenie  (za szybko znikają)!
Takie danie możecie podać również swoim maluchom od ok.10miesiąca (wcześniej sprawdźcie tylko czy dziecko nie ma uczulenia na ser) :)


Leniwe (dla ok.4 głodomorów)
- 600g  tłustego twarogu (dla dzieci zawsze wybierajcie tłusty)
- 150g mąki + do podsypania
- 2 jajka (oddzielnie żółtka i białka)
- szczypta soli  (dla maluchów bardzo mało)

Do polania:
- masło
- bułka tarta
- cynamon
- brązowy cukier (nie dla maluchów)*

Twaróg rozgniatamy widelcem lub zwykłym ugniataczem do ziemniaków. Dodajemy żółtka, mąkę i ubitą pianę z białek (ze szczyptą soli). Mieszamy i ugniatamy. Stolnicę posypujemy mąką, wykładamy ciasto i dzielimy na kilka części. Z każdej z nich robimy wałek i kroimy w poprzek małe kluseczki. Gotujemy je we wrzątku aż do wypłynięcia. W między czasie w małym garnuszku rozpuszczamy masło i wsypujemy bułkę tartą wraz z cynamonem i ewentualnie* posypujemy brązowym cukrem.







poniedziałek, 11 stycznia 2016

Bananowa cynamonowa jaglanka dla całej rodziny (i dla malucha od 7miesiąca życia)



Sprzątam, prasuje, szoruje, a kiedy noc przychodzi przyodziewam kolorowy fartuch i zabieram się za obiad. Biegam, podnoszę, kładę, znowu podnoszę, wstaję, biegam, śpiewam, tańczę, śmieję się, płaczę, nieustannie się martwię (dosłownie o wszystko), krzyczę -próbuje nie krzyczeć.

A więc zostałam mamą na pełnym etacie ! Nie, żebym wcześniej nią nie była, ale Buniek dojrzał do zjedzenia kotleta, popicia malinową herbatką i zagryzienia domowym pure z warzyw. Ten Nowy Człowiek, który dopiero co ledwo się obracał z boku na bok, siedzi teraz pod moimi stopami i łapczywie  łapie w locie spadające okruchy, swoimi czterema śnieżnobiałymi kłami obgryza soczyste jabłko, a na śniadanie łapczywie pożera naszą rodzinną cynamonową owsiankę. Od teraz są dwa obiady -dla nas i dla małego głodomora. Każdego dnia o tej samej porze- jak w hotelu ! Do tego kreatywne śniadanie i deser rzecz jasna! Jeszcze Signor wracający z podniebnych voyage. 
Wertuję listę produktów dozwolonych i tworzę, zmieniam, gotuje.
Jeszcze tylko obowiązkowy spacer, kilka awantur o nic, albo o coś bardzo ważnego, kilka twardych upadków, kilka nocnych pobudek  i będzie jutro. A jutro znów powita mnie wielki uśmiech błękitnych oczu, smak smoczka wpychanego mi do ust wczesnym rankiem i ciepły dotyk małych rączek przytulonych do mojej nogi...bezcenne, niczym w reklamie karty kredytowej. 

 JAGLANKA DLA MALUCHA
Tak, więc dziś cała rodzina ma jaglankę. Buniek, Signor i ja ! 
Jaglanka to świetny pomysł na pierwsze/drugie śniadanie już od 7 miesiąca życia dziecka. Bunio ma już prawie 10, więc mogę powoli dodawać do niej nowe składniki, jak duża łyżka jogurtu/twarożku czy domowe powidła.

Jaglanka z bananami, cynamonem i powidłami dla dwóch osób+mały (duży)  głodomor

- szklanka kaszy jaglanej (ok.180-200g)
- 2 i 1/4 szklanki wody (zdatnej do picia)
- 2 banany (można dodać również uprzednio uprażone jabłka )
- łyżeczka cynamonu
- kilka łyżek naturalnego jogurtu/twarożku* (ja w 9miesiącu zaczęłam dawać zwykły naturalny jogurt, ale możecie dodać także taki specjalny dla niemowlaków)
- kilka łyżeczek domowych powideł (ja mam śliwkowe powidła od babci Signora. Z racji dodanego w nich cukru nie dodaję więcej niż mała łyżeczka) *
- łyżka oleju rzepakowego

Kaszę wsypujemy na sito i przelewamy wrzątkiem (wtedy pozbywamy się goryczy). W mniejszym garnku zagotowujemy wodę i wrzucamy kaszę. Dodajemy łyżkę oleju, mieszamy i przykrywamy pokrywką. Gotujemy na wolnym ogniu ok.18min. Wyłączamy gaz i zostawiamy na kilka minut jeszcze pod przykryciem. Mieszamy i sprawdzamy czy jest odpowiednia konsystencja. Oddzielnie w miseczce/szklance rozgniatamy widelcem banany- wcześniej odkrajamy kilka cienkich plasterków do dekoracji i  rozgniecioną papkę dodajemy do kaszy. Posypyjemy cynamonem i mieszamy. Rozkładamy do miseczek, a na wierzch układamy kilka plasterków banana, jogurt/twarożek i  po łyżeczce *powideł.
Większym dzieciakom i dorosłym można posypać kakao.
Dla malucha studzimy, aby nie było za gorące. Dorosłym podajemy jeszcze ciepłe. 
.

środa, 6 stycznia 2016

Risotto pomidorowe z pesto


Risotto to jedno z tych dań, które się kocha lub nienawidzi. 
Ja przez długi czas omijałam je szerokim łukiem.  Nie przekonywał mnie ani smak "rozgotowanego ryżu", ani tym bardziej czas jego przygotowywania. I tak żyłabym sobie w tej świadomości, gdyby nie paczka, którą otrzymałam jakiś czas temu od Lidla. Wśród wielu produktów był tam jeden, który od razu rzuciłam na bok, do kąta- w nadziei, że nigdy nie będę musiała na niego trafić. Prawda okrutna, ale prawdziwa. Jednakże nadszedł dzień, w którym półki w lodówce i szafkach świeciły pustkami i niechciany ryż do risotto dał o sobie znać. 
 Sceptycznie podchodziłam do stania w kuchni 20min, ale zachłannie poszukując przepisów, znalazłam idealny cytat rozwiązujący problem uporczywego stania nad garnkiem.
"Ari Weinzweig, amerykański smakosz i znawca risotta, napisał kiedyś, że w czasie przerw w mieszaniu można przyrządzić sałatkę. Idzie to tak. Płuczesz sałatę, mieszasz risotto. Osączasz i osuszasz listki, mieszasz risotto. Kroisz pomidora i ogórka, mieszasz risotto. Łączysz przygotowane składniki w misce, mieszasz risotto. Skrapiasz sałatkę oliwą i octem, dodajesz kilka oliwek, mieszasz risotto." 
Tak więc postałam nad garnkiem, zrobiłam w między czasie sałatkę, na koniec dodałam jeszcze trochę pesto z pomidorów i migdałów. W końcu otrzymałam przepyszne risotto, w którym wszyscy się zakochaliśmy ! Od tego czasu ryż arborio stoi na wierzchu, tak by łatwo było po niego sięgnąć :)

Risotto pomidorowe z pesto

- 200g ryżu typu arborio lub Carnaroli (użyłam arborio "Italiamo" z Lidla)
- 750ml bulionu warzywnego lub drobiowego
- 1 cebula
- 100 ml białego wina
- duży ząbek czosnku
- 400g pokrojonych pomidorów bez skórki (mogą być z puszki)
- 30g masła
- 30g parmezanu
- posiekana bazylia lub natka pietruszki 
- *łyżka pesto z pomidorów i migdałów (użyłam pesto "Deluxe" z Lidla)


Rozpuszczamy dwie łyżki masła (resztę wkładamy do lodówki) i szklimy cebulę z czosnkiem (ok.10min), uważając aby nie przypalić. Dodajemy ryż i smażymy, aż zrobi się przezroczysty i połączy się z masłem i cebulą. Wlewamy wino i czekamy, aż ryż wchłonie je. Następnie dodajemy chochelkę gorącego bulionu i gotujemy, aż odparuje. Czynność powtarzamy- dodając cały czas po chochelce, kiedy już poprzednia porcja odparuje. W połowie dodajemy pomidory i czekamy aż sos się zredukuje przed wlaniem kolejnej chochelki. Na koniec doprawiamy solą, pieprzem i ulubionymi ziołami. Możemy dodać pesto*. Na wierzch dodajemy starte masło i parmezan. Mieszamy i odstawiamy na minutę. Przekładamy na talerze i posypujemy ziołami.








wtorek, 22 grudnia 2015

Muffiny pierniczkowe mocno czekoladowe na Wigilię



Kiedy brak dojrzewającego piernika w spiżarni, a zegar bezlitośnie spieszy, aby wybić godzinę  Wigilijnej kolacji, jest jeszcze czas na zrobienie szybkich pierniczkowo czekoladowych muffinów. Idealnie zastąpią piernik na stole, a dzieciaki będą miały radochę z ozdabiania babeczek :)

Muffiny pierniczkowe mocno czekoladowe

- ok 250g mąki
- 2 jajka
- 3/4 szklanki cukru
- 2 łyżki kakao
- 1 łyżka proszku do pieczenia
- szczypta soli
- 250ml mleka (ok.1szklanka)
- 130ml oleju (ok.1/2 szklanki)
- 2 łyżki przyprawy korzennej
- tabliczka gorzkiej czekolady podzielona na kawałki
Do dekoracji:
- czekolada roztopiona w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce

W jednej misce łączymy mokre składniki (jajka,mleko,olej),  a w drugiej misce łączymy suche (mąkę, cukier, kakao, proszek, przyprawy). Suche dodajemy je do mokrych i mieszamy. Na koniec wsypujemy kawałki czekolady  i jeszcze raz delikatnie mieszamy. Ciasto przelewamy do foremek i pieczemy ok.20-30min w 190C. Polewamy roztopioną czekoladą.



piątek, 18 grudnia 2015

Świąteczne piernikowe cake pops



Ozdabiam, piekę, dekoruję.
Buniek wiernie w kuchni pod blatem kuchennym zbiera okruchy. W te Święta wierzę na nowo w Świętego Mikołaja i jego kolorowe sanie. Wszystko ma inny kolor i smak.
Tą Świąteczną radością dzielę się na nowo, jakbym znowu była dzieckiem !
I dekorowanie cake popsów to całkowicie nowa zabawa...:)




Przepis na podstawowe ciasto: (ok 15-18 sztuk)
- 300g suchego piernika  lub innego, pokruszonego ciasta (np.  biszkoptu lub czekoladowego)
- 150g serka mascarpone (może być też inny serek np.philadelphia)
- łyżeczka korzennej przyprawy (jeśli nie mamy piernika może być trochę więcej tej przyprawy)
- 2 duże łyżki nutelli lub innego kremu czekoladowego
- łyżeczka likieru orzechowego (opcjonalnie-dla trochę większych dzieci)
Dekoracja:
- tabliczka (200g) czekolady mlecznej lub gorzkiej + 1 łyżka oleju
Do srebrnych perełek:
-jedynie srebrne perełki (np.dr.Oetkera lub każde inne)
Do łosiów:
-małe drażetki m&m's
- precelki
- białe drażetki
- kilka kostek gorzkiej czekolady (do uśmiechów) lub ciemny pisak

Piernik lub inne ciasto kruszymy (w malakserze lub w woreczku) i łączymy z resztą składników (wcześniej łączymy mascarpone z kremem). Wyrabiamy kulę, dzielimy na równe części i formujemy małe kuleczki wielkości orzecha włoskiego (można za pomocą łyżki do lodów).  Układamy je na blaszce i wkładamy na min.15min do zamrażarki lub na min.30min do lodówki. W tym czasie czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z dodatkiem łyżki oleju (czekolada wtedy lepiej ścieka z cake popsów). Końcówki patyczków zanurzamy w rozpuszczonej czekoladzie i od razu wtykamy w środki kulek (mniej więcej do połowy cake popsów). Tak przygotowane kulki układamy na blaszce do góry nogami i wkładamy do lodówki na minimum 30min.
Kuleczki obtaczamy w rozpuszczonej czekoladzie (czekamy aż skapnie jej nadmiar) i natychmiast dekorujemy. Udekorowane ustawiamy na styropianie lub kartoniku z dziurkami i wkładamy do lodówki na  min.2 godziny.






środa, 16 grudnia 2015

Warsztaty kuchni staropolskiej "Tajemniczy Składnik" Electroluxa

Przyznaję. "Compedium ferculorum albo zebranie potraw" Stanisława Czernieckiego dostałam już kilka lat temu pod choinkę. To pierwsza zachowana polska książka kucharska z 1682 roku, napisana przez Stanisława Czernieckiego, kuchmistrza Aleksandra Lubomirskiego.
 Zapał i pomysły były ogromne. Pomyślałam o potrawie z pistacjami. Pistacje rodem z Lubomirskich -może być ciekawie. Przepis brzmiał tak :

"Weźmij gołębie ochędożone albo kapłona, kurczę albo cielęciny, rozbierz pięknie, włóż w rynkę masła dobrego w potrzebę, pistacji tłuczonych, rosołu, pieprzu, kwiatu, soli. Nakryj, a gdy dowiera, daj gorąco na stół."

 Przeczytałam raz jeszcze i jeszcze raz i tak jeszcze razy kilka. Posiedziałam nad słownikiem. Okazało się, że kapłon to nic innego jak wykastrowany i specjalnie utuczony młody kogut. Ale i to mi mało dało. Odpuściłam sobie też łapanie gołębi na obiad. Nici pozostały więc z Lubomirskiego obiadu, a książka powędrowała na półkę i obrosła kurzem.








Na szczęście jakiś czas temu dostałam zaproszenie na warsztaty historycznej rekonstrukcji kulinarnej w ramach projektu "Tajemniczy składnik" organizowane przez markę Electrolux. Gotowaliśmy w pięknej oranżerii willi Intrata przy Pałacu w Wilanowie, w której niegdyś mieszkał dozorca dworu Jana III Sobieskiego.  Warsztaty poprowadził Wilanowski mistrz kuchni Szef Maciej Nowicki, który na co dzień łączy nowoczesną kuchnię europejską z historią, którą studiował na Uniwersytecie w Toruniu. Przybliżył on nam pojęcie rekonstrukcji starych, zapomnianych dań, wyjaśniając także dlaczego jest  to takie trudne. Przez ten czas kucharze zapomnieli bowiem o przeróżnych gatunkach warzyw,owoców, mięsiw. Co ciekawe, tamtejsze kasze oznaczały zupełnie co innego, niż dziś-uzyskiwano je np.z jakiejś części zwierzęcia (np. móżdżku),  a w niejednej królewskiej oranżerii można było spotkać np.arbuzy, melony czy limonki, więc nie były one czymś nadzwyczajnym. Natomiast cukier, limonki, czy cynamon używało się zazwyczaj do dań głównych, a nie tylko do deserów. Cukier paradoksalnie był traktowany jako przyprawa i lekarstwo.





 Ale wśród tych wszystkich "inności" niezmiennie największym problemem jest interpretacja przepisów, które niekiedy mieściły się w jednym zdaniu. Myślę, że ten sam przepis dziś byłby opisany na całą kartkę zeszytu, co zabiera miejsca na pewien rodzaj kreatywności i wyrażenie siebie.






 My wspólnie ugotowaliśmy nieco zmodyfikowane wersje  kilku świątecznych, staropolskich dań. Na talerzach znalazł się między innymi "śledź z jajami łososia i octem", co w rzeczywistości było śledziem z kawiorem z rakami na pieczonym buraku, "potaź migdałowym z limoniami" czyli krem migdałowy z octem,  "karp w mleku po polsku", czyli najlepszy karp w moim życiu (!) na musie z pasternaku, pieczoną scorzonerą i liśćmi brukselki, a na deser przepyszna wersja nowego-starego makowca bezglutenowego, czyli "Mak au caramel" z pieczoną figą z wódką różaną.

Brak słów... sięgam po wielką księgę i idę do garów!











czwartek, 10 grudnia 2015

Dyniowe bułeczki słodzone miodem i daktylami Deluxe na śniadanie



Jakiś czas temu zapukał ktoś do naszych drzwi.
Na Świętego Mikołaja było zdecydowanie za wcześnie i choć brakowało mu czerwonej czapki z pomponem i siwej brody po pas, to miał ze sobą dwie duże torby. Torby po brzegi wypełnione prezentami Lidla "Deluxe".
 Podekscytowani porannym gościem wyrzuciliśmy wszystko na stół i otworzyliśmy oczy ze zdumienia ! Poczuliśmy się jak małe dzieci, które dostały własnie nieoczekiwany prezent. Dostaliśmy pyszne carpaccio posypane płatkami parmezanu z sosem vinegrette, kawior, ogromne i soczyste daktyle, miód akacjowy z prawdziwym plastrem pszczelim, pachnące ziarna kawy Arabica... i tak mogłabym jeszcze długo wymieniać, ale myślę, że lepiej przejść od razu do rzeczy.
Podaję przepis na moje dyniowo miodowe bułeczki z daktylami podane z czekoladowym kremem Deluxe !

Dyniowo miodowe bułeczki z daktylami
- 300g mąki pszennej
-170g puree z dyni (można użyć gotowej z puszki lub upiec małą dynie podzieloną na mniejsze kawałki w 180C ok.60min- w zależności od wielkości kawałków i miękką zmiksować na puree)
- 60g masła
- 2 jajka
- 1 łyżka mleka + 2 łyżki do posmarowania wierzchu bułeczek
- 1/2 opakowania daktyli (użyłam świeżych daktyli z Lidla Deluxe)
-1/2 łyżeczki soli
- 2 łyżki miodu akacjowego (użyłam miodu Deluxe)
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- łyżeczka cynamonu

Do podania:
- ja najbardziej lubię je z kremem z ciemnej czekolady Deluxe (szczerze zdecydowanie lepszy od Nutelli) czy kremem z białej czekolady z kawałkami truskawek <3
- masło + powidła
- cukier puder

W jednej misce łączymy suche składniki (mąkę, proszek, cynamon, sól) z kawałkami zimnego masła. Wyrabiamy palcami kruszonkę. Oddzielnie miksujemy jajka,dynię, miód i mleko. Do powstałej masy dorzucamy suche składniki i pokrojone na kawałki daktyle. Wyrabiamy ciasto-nie zagniatamy za długo, bo bułeczki wyjdą twarde. W razie potrzeby można dosypać troszkę mąki, ale nie za dużo (ciasto musi być kleiste). Ciasto wykładamy na stolnicę i rozwałkowujemy placek  na grubość ok 1,5-2cm. Foremką lub ostrą szklanką wycinamy koła i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wierzch bułeczek smarujemy mlekiem i pieczemy w 220C ok.15 min.
Jeszcze gorące smarujemy kremami i zajadamy !












piątek, 4 grudnia 2015

Rzecz o zdjęciach, fotoksiążkach, konkursie i cieście czekoladowo bananowym z suszonymi bananami !



Zdjęcia trzeba kolekcjonować. Zbierać wytrwale do albumu i oglądać co rok, albo i częściej. Inaczej się zapomina, gubi w przestworzach dysku, aż w końcu zanika na dobre w naszej pamięci. Dwa tysiące zdjęć  Bunia, a album pusty. Jego białe kartki ratują wymówi braku czasu. Ale prawda jest okrutna. Im więcej zdjęć tym mniej pamięci w komputerze i mniej albumów na półkach.
 A jakby połączyć świat wirtualny i realny? Zebrać zdjęcia w komputerze i zrobić z nich jeden album, który stanie na półce? Zdjęcia rodziny, przyjaciół albo swojej pasji. Zapakować w czerwony papier ze złotą kokardą i włożyć pod pachnącą kolorową choinkę. 
 Ja zrobiłam sobie swój własny prezent. Wydałam książkę kucharską. Zebrałam moje ulubione zdjęcia kulinarnej fuzji, dodałam przepisy i mam. Mam mój album na półkę. Na święta !

Dla Was też mam ! Mam trzy fotoksiążki od Empik foto (20x30cm, papier kredowy, okładka twarda błyszcząca, 28 stron za 1 grosz). Jedyne co musicie zrobić to napisać w komentarzu (możecie też wysłać na maila kulinarna.fuzja@gmail.com) - jaki macie pomysł na Waszą fotoksiążkę i czemu to akurat Wy zasługujecie na wygraną? Może będzie to prezent świąteczny dla bliskich albo dla Was samych ?
Co ważne, kod do wykorzystania jest ważny do 31.12, więc na odpowiedzi macie czas do końca weekendu (do 6.12 godz.18 ) ! Powodzenia !


W między czasie w weekend możecie zrobić przepyszne ciasto czekoladowe z bananami ! 
Idealne dla miłośników połączenia tych dwóch smaków (inspiracja stąd) . 


Ciasto czekoladowe z bananami 
Na ciasto:
- tabliczka gorzkiej czekolady (ok90-100g)
- 150g masła
- 150g cukru
- 170g mąki
- 25g kakao
- 2 dojrzałe banany 
- 3 jajka
- szczypta soli
- 1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich
- łyżeczka proszku do pieczenia 
- 1/2 łyżeczki sody
Na wierzch:
- tabliczka czekolady 
- 2 garście suszonych bananów 


Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. W misce łączymy suche składniki  (mąkę, cukier, kakao,sól, proszek do pieczenia i sodę). Oddzielnie miksujemy masło z cukrem, a następnie dodajemy po jednym jajku. Do tej masy przesiewamy suche składniki i dodajemy rozgniecione banany. Mieszamy i dolewamy rozpuszczoną czekoladę wraz z posiekanymi orzechami.  Ponownie mieszamy. Masę wykładamy do formy (moja okrągła forma ok.22cm średnicy) wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok godzinę w 200C (na niższym poziomie piekarnika) -jeśli się za bardzo przypieka przykryć je folią aluminiową. 

Wystudzone ciasto polewamy czekoladą rozpuszczoną w kąpieli wodnej i posypujemy posiekanymi suszonymi bananami. Możemy je również przełożyć ulubioną konfiturą. 

poniedziałek, 16 listopada 2015

Gorący placek jabłkowy czyli Apple Pie

Piątek trzynastego okazał się dla nas wszystkich dramatyczny, bo słowo "pechowy" ni jak się ma do tego ci się stało w naszej ulubionej stolicy miłości Paryżu. W kącikach oka krystalizują się łzy.  W odbiornikach wciąż słychać coraz tragiczniejszą liczbę ofiar. 
Niebo, jakby solidaryzując się z resztą świata, cały dzień płakało deszczem. 
Smutno, pusto i strasznie się zrobiło na tym naszym pięknym świecie. 


Dobrze, że jest kawałek gorącego placka parzącego nasze palce.  Placek ten jest jednym z popularniejszych ciast w Ameryce i znamy go pod nazwą "apple pie". U nas, praktycznie to samo ciasto, jedynie w innej formie, zwie się szarlotką albo jabłecznikiem. I w każdej formie smakuje najlepiej !  

Apple pie 
Ciasto: 
- 450g mąki
-250g masła 
- 1 jajko
- 4 czubate łyżki cukru pudru
- łyżeczka ekstraktu z wanilli lub 1/2 łyżeczki sproszkowanej wanilli
Jabłka:
-1,5kg jabłek (najlepsze szare renety)
- 1 łyżka cynamonu 
- 3 łyżki brązowego cukru 
- 1łyżka miodu 


Jabłka kroimy na cienkie plastry (o grubości ok.3-5mm).  Mieszamy z cynamonem, cukrem i miodem i odstawiamy najlepiej na kilka godzin. 
Składniki na ciasto mieszamy, formujemy kulę i wkładamy do lodówki na min. godzinę.
Po tym czasie ciasto dzielimy na dwie części. Jedną część wałkujemy na placek i wykładamy na natłuszczoną i oprószoną bułką tartą formę (najlepiej o średnicy 27cm). Następnie układamy plasterki jabłek i wałkujemy drugą część ciasta na cienki placek o średnicy nieco większej niż forma.  Przyciskamy delikatnie i łączymy brzegi. Nakłuwamy wierzch ciasta w kilku miejscach (wystarczy zrobić nakłucie krzyżowe na środku) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190C. Pieczemy ponad godzinę (ok.60-70min w zależności od piekarnika).


Zobacz inne przepisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...