sobota, 4 kwietnia 2015

Kajmakowa baba z sosem krówkowym na Wielkanoc



Pomiędzy pieluchami a jajkami stroję dom w wielkanocne króliczki. Pomiędzy drzemkami Bunia sięgam po trzepaczkę i robię babę. Myślę, że to będzie piękna Wielkanoc :)
Wielkanoc z krówkową babą w roli głównej :)


Kajmakowa baba z sosem krówkowym (źródło)
- 250g masła
- 100g cukru
- 4 jajka
- 375g mąki
- 2łyżeczki proszku do pieczenia
- 100ml maślanki (ewentualnie płynnego jogurtu)
- 3/4 puszki kajmaku
- płatki migdałowe *
Sos:
- 140g krówek
- 6 łyżek mleka

Kajmak mieszamy z maślanką. Osobno ucieramy masło z cukrem na białą, jednolitą masę. Po kolei dorzucamy jajka, przesianą mąkę z proszkiem do pieczenia oraz maślankowy kajmak. Miksujemy do połączenia składników. Formę do pieczenie natłuszczamy i obsypujemy bułką tartą, po czym przelewamy do niej surowe ciasto. Pieczemy około  50min w 180C, aż do uzyskania suchego patyczka.
Sos:
Krówki wraz z mlekiem rozpuszczamy w rondelku, aż uzyskamy płynny, gęsty sos do polania. Polewamy nim ostudzoną babę i dekorujemy płatkami migdałowymi.







czwartek, 2 kwietnia 2015

Baby shower, muffinki cytrynowe i ktoś tu nowy



 W pierwszą niedzielę wiosny, kiedy ulice zasypał śnieżny puch, moje życie nabrało zupełnie nowego koloru. Pojawiła się mała iskierka, która spowodowała, że szary i brudny świat stał się nagle kolorowy i słoneczny...a słowo mama nabrało zupełnie nowego znaczenia. Zrozumiałam miłość bezgraniczną i bezwarunkową.  I choć garnki tymczasowo zamieniłam na pieluszki, nie mogę się doczekać kiedy moją starą trzepaczkę do ubijania piany przekaże dalej w te małe rączki.

Tymczasem przekazuje Wam mój pomysł na domowe muffinki na baby shower i dekoracje z kilku niebieskich kartonów. Tak się bawiliśmy jeszcze kilka tygodni temu...


Wilgotne muffiny cytrynowe 
Suche składniki:
- 300g mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia 
- 1/2 łyżeczki sody
- 2/3 szklanki cukru
- szczypta soli 
Mokre składniki:
- 110g roztopionego masła (lub oleju)
- 2 jajka
- sok z połowy cytryny i starta skórka z całej wyparzonej cytryny
- 200ml kefiru lub maślanki
- 1-2 łyżki cytrynówki *(opcjonalnie)
Krem:
- 250g śmietanki 
- 250g mascarpone
- 3-4 łyżki cukru pudru 
- marshmallows 

Suche i mokre składniki łączymy w dwóch osobnych miskach. Mokre powoli dodajemy do suchych i mieszamy -nie za dokładnie. Ciasto nakładamy do foremek i pieczemy ok 20min w 180 C, do suchego patyczka. Kiedy ostygną, możemy nałożyć krem (ubijamy śmietankę i powoli dodajemy ser i cukier. Cały czas ubijamy, po czym nakładamy do szprycy i wyciskamy. Ozdabiamy marshmallowsami.






niedziela, 15 marca 2015

Najlepsze i najbardziej chrupiące ciastka pod słońcem !

Oczekując.

Czekam na nieuchronnie zbliżające się wiosenne, życiowe zmiany. Powoli i coraz bardziej niepewnie witam każdy kolejny dzień. Euforia dynamicznie miesza się z gorzkim przerażeniem, a uśmiech przykrywa słone policzki . Leniwie czekam na dalszy ciąg wydarzeń.
  Dziś jest leniwa niedziela, a od kiedy pamiętam, niedziele wymagają leniwego, słodkiego popołudnia z kubkiem gorzkiej herbaty posłodzonej kilka chrupiącymi, słodkimi ciastkami.  To zdecydowanie najlepsze ciastka pod słońcem.
Są tak dobre, że Signor Fly miał w planie stworzyć ich fabrykę !


Chrrrupiące ciasteczka owsiano-kokosowe

Składniki (ok.60szt)
- 200g miękkiego masła
- 3/4 szklanki brązowego cukru
- 2 jajka
- 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
- 2 szklanki płatków owsianych (najlepiej górskich)
- 1 szklanka wiórków kokosowych
- szczypta soli
- 1/2 łyżeczki sody
- po łyżeczce cynamonu, imbiru
- 1 łyżeczka esencji waniliowej


Piekarnik rozgrzewamy do 180 C.
Miękkie masło łączymy z cukrem i miksujemy na jasną, jednolitą masę. Dodajemy jajka, wanilię i ponownie miksujemy. W oddzielnej misce łączymy suche składniki (mąkę, płatki owsiane, wiórki i przyprawy) i dodajemy je do reszty. Ciasto dokładnie mieszamy aż do połączenia się składników i  łyżką nabieramy kulki wielkości orzecha (jeśli za bardzo się kleją- posypujemy odrobiną mąki). Mocno rozpłaszczamy za pomocą dłoni (żeby były jak najcieńsze, gdyż podczas pieczenia trochę urosną) i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pozostawiamy baaardzo duże odstępy -max 10 ciastek na tacy. Pieczemy ok.12-15min-aby były złociście przyrumienione. Wyjmujemy całą blachę, pozostawiamy kilka minut i przekładamy na kratkę do wystudzenia i stwardnienia (w tym czasie przygotowujemy następną turę ciastek na drugiej blaszce). Ciastka po wystudzeniu robią się cudownie chrupiące !



piątek, 6 marca 2015

Kurczak z orzeszkami !


Dziś bez zbędnych tekstów filozoficznych, ani też poetyckich opisów smaków. Nie będzie opisów rodzącej się wiosny za oknem, ani zachwytu nad świergotem ptaków w lesie. Będzie za to przepis na aromatycznego kurczaka z duuużą ilością solonych orzeszków ziemnych i odrobiną chilli. I choć powiadają, że wszystkie te kurczaki faszerują hormonami i innymi świństwami, to dla tego dania warto zrobić niekiedy wyjątek.. !

Kurczak z orzeszkami ziemnymi 
- 4 większe lub 5 mniejszych piersi kurczaka
- 3/4 szklanki bulionu mięsnego
- 3 ząbki czosnku
- 5 łyżek masła orzechowego (typu crunchy)
- 2 cebule
- olej arachidowy
- ok. 80-100g orzeszków ziemnych solonych
- 1 łyżka sosu sojowego
- 1/2 papryczki chilli ( w zależności od ostrości)
- sól i pieprz cayenne
-coś zielonego do dekoracji np.pietruszka

Dodatkowo:
-ryż lub kuskus


Kurczaka myjemy i kroimy w kostkę. Marynujemy w maśle, 2 ząbkach czosnku, soli i pieprzu. Najlepiej na kilka godzin lub całą noc.
Obsmażamy posiekaną cebulę na złoty kolor. Zdejmujemy z patelni do miseczki i na tej samej patelni     dolewamy trochę oleju i dorzucamy wpierw ząbek posiekanego czosnku, posiekaną papryczkę (bez ziarenek),połowę orzeszków, a następnie zamarynowanego kurczaka, tak aby z każdej strony się ściął i stał się nieco rumiany.  Teraz ponownie dorzucamy naszą złocistą cebulę. Obsmażamy jeszcze chwilę i dolewamy bulion. Przykrywamy i dusimy ok 15-20min. Na koniec doprawiamy jeszcze do smaku sosem sojowym :)
 Przed podaniem łączymy z resztą orzeszków i czymś zielonym (np.pietruszką lub bazylią).
Uwaga:
Kurczak ten jest pyszny szczególnie na drugi dzień !



poniedziałek, 23 lutego 2015

Włoskie Gnocchi z Szałwią




Powiadają, że w niektórych krajach (np.niektórych rejonach Włoch, Argentynie, Paragwaju jak i Urugwaju) 29-go dnia każdego miesiąca jada się gnocchi. Podobno tradycja ta pochodzi jeszcze za czasów świętego Pantaleona, który podczas pielgrzymki do  Północnych Włoch dokonał wielu cudownych uzdrowień mieszkańców pobliskich wiosek. Ci w ramach podziękowań zaprosili go do wspólnego biesiadowania, podczas którego podano popularną potrawę biedaków, składającą się z mąki, ziemniaków i jaj. Wdzięczny uzdrowiciel w ramach podziękowania za posiłek, obiecał rok udanych zbiorów i połowów. Obietnica się spełniła, a na cześć tego dnia do dziś jada się kluski.
  Inne legendy dotyczące tej tradycji są zdecydowanie mniej chwytliwe i sprowadzają się do końca miesiąca, czyli przetrwania dni przed kolejną wypłatą. Z racji, iż mąka i ziemniaki należały do najtańszych składników, gnocchi były traktowane jako danie na przetrwanie.
Co ciekawe, w Argentynie nazwa "gnocchi" to powszechne określenie pracowników państwowych, którzy pomimo iż nie pracują, każdego 29-go pojawiają się po swoją wypłatę.
  Podobno każda legenda ma w sobie trochę prawdy, więc zastanawiam się tylko jak to jest w lutym...

Powracając do dzisiejszego przepisu, to zdecydowanie najlepsze gnocchi jakie kiedykolwiek jadłam !  Delikatne i rozpływające się w ustach...tak jak być powinno.
Przy okazji zapraszam Was do sklepu moich przyjaciół, w którym znajdziecie same włoskie pyszności w świetnych cenach: przejdź do sklepu :)



Gnocchi z szałwią 

Gnocchi:
- 1kg nieobranych ziemniaków
- 1 szklanka mąki (plus do podsypania)
- 1 jajko
- 1 łyżka soli
- 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu)
Sos szałwiowy:
- ok.100g masła
- doniczka listków szałwii
- 2 ząbki czosnku
- sól, świeżo zmielony pieprz do smaku
-parmezan do posypania (prawdziwy włoski parmezan)

Nieobrane ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie do miękkości (ok 30min). Jeszcze gorące obieramy ze skóry i przeciskamy przez praskę. Dodajemy mąkę, przyprawy i w sam środek wbijamy roztrzepane jajko. Wyrabiamy kulę, odrywamy po kawałku i na blacie obficie podsypanym mąką rolujemy wałki. Kroimy w poprzek i widelcem robimy prążki (jeśli ciasto za bardzo się klei podsypujemy mąką). Gotujemy partiami w osolonej wodzie chwilę (aż do wypłynięcia).

Sos: Masło rozpuszczamy na głębokiej patelni, dodajemy posiekane ząbki czosnku i listki szałwii. Chwilę smażymy i do sosu dorzucamy gnocchi. Przed podaniem doprawiamy i posypujemy parmezanem.



wtorek, 17 lutego 2015

Pancake day czyli angielski "tłusty wtorek" i jaglano czekoladowe krążki naleśnikowe

   

Plotki głoszą, że Anglia z miłości do swoich „pancake-ów” od roku 1445 organizuje wyścig kobiet z patelniami w rękach. Uczestniczki muszą podrzucić swoje naleśniki określoną liczbę razy. Nie myślcie, że jest to jedynie feministyczny konkurs. Mężczyźni, którzy chcą w nim wziąć udział , są jedynie zobowiązani do przebrania się za gospodynię domową (obowiązkowy jest fartuch i chusteczka na głowie). Powiadają, że tą dziwną, a jakże zabawną grę, zapoczątkowała pewna dama, która smażąc naleśniki usłyszała kościelne dzwony wzywające mieszkańców na mszę. Kobieta, przypominając sobie o nabożeństwie, prosto z domowej kuchni pobiegła do kościoła z patelnią w ręku i fartuchem na biodrach.
 Opisuję dziś te dziwne rozgrywki nie bez przyczyny, gdyż jak się okazuje naleśniki i karnawał ściśle się ze sobą łączą. Otóż nie dalej niż w ostatni tłusty czwartek odkryłam istnienie tłustego wtorku obchodzonego na odległych wyspach Brytyjskich. Podobnie jak u nas, data tego "Święta" jest ruchoma i odbywa się zawsze w ostatni wtorek karnawału. Co prawda, tego dnia Anglicy nie wpadają w pączkową rozpustę ociekającą pomarańczowym lukrem, ale za to objadają się różnymi rodzajami naleśników. Czemu akurat nimi? W dawnych czasach należały one do dań "ekskluzywnych", a to ze względu na zawartość takich składników jak jaja, masło czy cukier, które były zabronione w czasie postu.
Skoro w Anglii dziś objada się niezliczoną ilością naleśników i ja stwierdziłam, że zrobię u nas taki nieco odmieniony "pancake day". A podstawowa receptura naleśnikowa Julii Child jest jak zawsze niezastąpiona! Podobny przepis na karnawałowe słodkie ruloniki prezentowałam Wam w zeszłym roku podczas mojego pierwszego występu w DD TVN 



Czekoladowe naleśniki jaglane na Pancake Day !
Naleśniki: (przepis na ok 10-13 naleśników)
- 2/3 szklanki mleka
- 2/3 szklanki gazowanej wody
- 1 szklanka mąki (w zdrowszej wersji po 1/2szklanki mąki jaglanej i 1/2 szklanki mąki pszennej)
-3 jajka
- 3 łyżki masła
- 2 łyżki kakao
- 3 łyżki cukru waniliowego (w zależności od gustu i słodkości nadzienia)
- niewielka ilość oleju do smażenia
Dodatkowo: (na 5-10 rulonów)
- ok.5-10 bananów
- ok. 200g gorzkiej lub mlecznej czekolady 
- posiekane orzechy lub granat  do dekoracji i do smaku 

Czekoladę rozpuszczamy w wodnej kąpieli. Składniki na naleśniki dokładnie ze sobą mieszamy trzepaczką lub miksujemy. Odstawiamy do lodówki na ok 30min. Po tym czasie smażymy cienkie naleśniki na niewielkiej ilości oleju.
Banany obieramy ze skórki. Naleśniki smarujemy cienką warstwą  rozpuszczonej czekolady, układamy po jednym bananie na naleśnik, zwijamy w rulon i kroimy na ok.2cm plastry. Na wierzch układamy posiekane orzechy lub owoce i polewamy dodatkowo czekoladą lub posypujemy cukrem pudrem.
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/karnawalowe-przekaski-na-jeden-kes,113571.html




środa, 11 lutego 2015

Ciasteczka marchewkowe zamiast mini pączków na Tłusty Czwartek


Drugie podejście smażenia pączków zakończyło się fiaskiem. Trzy godziny czekania na wyrośnięcie ciasta, wietrzenie domu z nieprzyjemnego zapachu oleju, a efekt zupełnie odbiegający od tego jak na zdjęciach z "idealnego przepisu". Zapewne za rok, przed kolejnym tłustym czwartkiem, ponownie postawię sobie wysoko poprzeczkę, zakasam rękawy i postanowię usmażyć perfekcyjne, polukrowane i pięknie wyrośnięte pączki. Jednak na ten rok już mi wystarczająco tłusto i pałeczkę chętnie oddam tym, co robią to bez większych problemów !
 Tym czasem, dla wszystkich liczących kalorie, jak i tych, którzy nie przepadają za pączkami (są tacy??) proponuje ciasteczka marchewkowe. Początkowo miały być oponkami, jednak brak odpowiedniego sprzętu spowodował, że oponki zamieniły się w małe ciasteczka. Jednakże, jakiegokolwiek kształtu nie są, zawsze się udają i co ważne, są baaardzo szybkie w wykonaniu !
W ich smaku zauważam podobieństwo do mini pączków, więc traktuję ten wpis jako "tłusto-czwartkowy. :)

Przepis pochodzi z tej strony  :)


Ciasteczka marchewkowe (ok.12 sztuk)

- 150 g miękkiego masła
- niecała szklanka cukru (ok130-150 g)
- 2 jajka
- 200g grubo startej marchewki
-180g mąki
- 1łyżeczka proszku do pieczenia
- po 1/2 łyżeczki przypraw: cynamonu, gałki muszkatołowej , imbiru
- po 1/4 łyżeczki soli
- łyżeczka esencji waniliowej (opcjonalnie)

Masło ucieramy z cukrem na wysokich obrotach i dorzucamy jajka. Kiedy masa stanie się jednolita, dodajemy marchewkę oraz przesianą mąkę. Dosypujemy przyprawy wraz z proszkiem i całość dokładnie mieszamy. Ciasto  przelewamy do wybranej foremki na ciastka i pieczemy w 180C ok 15min, aż do efektu zarumienienia (uważać żeby nie wysuszyć ciasta) !

sobota, 31 stycznia 2015

Panna Cotta i jej historia


  Panna Cotta. Po polsku znaczy tyle co gotowana śmietanka, a wyglądem raczej przypomina mleczną galaretkę. I choć dodatki do tego deseru mogą się różnić  ze względu na nasze upodobania i fantazje, to podstawowe składniki pozostają praktycznie niezmienione. Tłusta śmietanka, mleko, żelatyna (lub inny środek żelujący) i cukier to obowiązkowe elementy każdej Panna Cotty.
  Jak to bywa z historiami najpopularniejszych włoskich przysmaków nigdy nie są one do końca jasne i w dużej mierze zależą od regionu. Odnoszę wrażenie, że każdy Włoch wpierw wybiera sobie swoją ulubioną wersję i następnie dodatkowo ją koloryzuje, dodając przy tym pikanterii. Ja zdecydowanie wybieram historię z Piemontu, w którym to pewien kucharz przez nieuwagę zostawił garnuszek ze śmietaną i cukrem na ogniu, a ta ku jego zdziwieniu zgęstniała i nabrała delikatnego smaku. Niewiele co myśląc, przelał masę na talerzyk, dodał kwaskowaty mus ze świeżych malin i dumny zaniósł swojej żonie na spróbowanie. Później udoskonalił ją odrobiną wanilii i żelatyny. Inna historia odnosi się do mieszkanki Piemontu węgierskiego pochodzenia, której to przysmak zawierał także karmel i podawany był w kwadratowej lub prostokątnej formie. Trudno odkryć prawdziwą historię tego deseru, szczególnie że podobne przepisy pojawiały się także w książce kucharskiej „365 obiadów” Lucyny Ćwierczakiewiczowej czy „Kucharce litewskiej” Wincenty Zawadzkiej. Znajdziemy w nich na przykład przepis na krem śmietankowy z formy albo krem surowy ze słodkiej śmietanki.* 
 Skąd na prawdę Panna Cotta by nie pochodziła, to niewątpliwie jest to jeden z najpopularniejszych słodkich przysmaków Włoch, a swoją popularność zawdzięcza głównie prostocie jak i niezwykłe delikatnemu smakowi, który można udoskonalać wieloma wyrafinowanymi sosami i dodatkami.
Jeśli zachciało się Wam poczuć klimat słonecznych Włoch, zachęcam do odwiedzenia sklepu moich przyjaciół, gdzie znajdziecie tanie produkty przywiezione prosto z tego pięknego kraju. Znajdziecie je pod tym adresem: http://vivanda.com.pl !

P.s
Za piękne deseczki, jak i za przepis i inspirację dziękuje baaaaaaaaaaardzo mamie Signor Fly'a :) 
Panna Cotta (przepis na ok.8 małych porcji-jak na zdjęciu lub 4-6 większych naczynek)
- 250ml płynnej śmietanki 30 %
- 250ml tłustego mleka (min.3,2%)
- 50-60g cukru (w zależności od naszych upodobań i dodatków jakie chcemy użyć)
- 3 łyżeczki żelatyny + 2łyżki zimnej wody
- 1 laska wanilii

Sos:
- tabliczka gorzkiej czekolady
- pestki granatu lub zmiksowane świeże/mrożone maliny 

  Śmietanę podgrzewamy w rondelku wraz z mlekiem. Dodajemy cukier i wydrążone ziarenka wanilii. Podgrzewamy, aż cukier się rozpuści. W tym czasie żelatynę rozpuszczamy w zimnej wodzie i odstawiamy na 5min. Mleczny płyn doprowadzamy do wrzenia, odstawiamy z ognia i energicznie mieszamy, aż żelatyna się rozpuści. Masę przelewamy do naczynek/formy i odstawiamy do wystudzenia. Wkładamy na kilka godzin (min.5h) lub całą noc do lodówki. Stężone panny cotty wyjmujemy uprzednio wkładając formę/naczynka na chwilę do gorącej wody, aby łatwiej je wyjąć.
Przed podaniem rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej i miksujemy owoce lub wysypujemy pestki z przekrojonego granatu. Nakładamy na gotowe desery.


* fragment z artykułu "Światowa kariera panna cotty" Tessy Capponi-Borawskiej




niedziela, 18 stycznia 2015

Kremówka lub Napoleonka. Skąd to całe zamieszanie ?


Od kiedy pamiętam, temat "Napoleonki" tudzież "Kremówki" wzbudzał zawsze wiele sporów i wątpliwości. W zależności od humoru, miejsca jej jedzenia , czy tradycji ludzi ją podających, możemy spotkać się z różnymi wariantami jej nazwy. Jedni uważają, że bita śmietana jest obowiązkowym elementem kremówki, a drudzy że jest to nieodłączny dodatek napoleonki. W Galicji (tereny Małopolski) funkcjonuje jedynie nazwa "kremówki", a zamawiając "napoleonkę" prawdopodobnie dostaniemy "napoleona", czyli ciastko z różowym kremem bezowym.
Dla utrudnienia, po słynnej wypowiedzi Jana Pawła II "A tam była cukiernia. Po maturze chodziliśmy na kremówki. Że myśmy to wszystko wytrzymali, te kremówki po maturze.." powstał dodatkowo jeszcze termin kremówek "papieskich" lub "wadowickich". Pewne jest, że zawierały one krem budyniowy, lecz już większe wątpliwości wzbudza istnienie dodatku alkoholu w ciastku, gdyż opinie na ten temat są bardzo podzielone.  W stolicy nazwy te ze sobą się  przeplatają i nie ma jednej reguły, a według niektórych miejskich legend, określenie "napoleonka" pochodzi od nazwy przedwojennej cukierni mieszczącej się na ulicy Świętokrzyskiej -na przeciwko placu Napoleona (obecny Plac Powstańców Warszawy). Miejsce to słynęło z firmowego ciastka o tej samej nazwie co cukiernia i było jej sztandarowym wypiekiem.
  Istnieją jeszcze tacy, co twierdzą, że nazwa ta nie ma nic wspólnego z Napoleonem, a jest jedynie związana z Neapolem, z którego pochodzi i w którym  przez wiele lat była popisowym deserem. Fakt ten potwierdzają włoskie kadry z filmu "Jedz, módl się, kochaj", w których to Julia Roberts łapczywie objada się kremową słodkością.
 Jakakolwiek jest prawda i jakkolwiek byśmy nie nazwali tej rozpływającej się w ustach słodyczy  jedno jest pewne -ten deser szybko wskrzesi w Was błogi uśmiech na twarzy i radość w sercu !




Składniki na "Kremowo-napoleonkową słodycz":
-2 płaty ciasta francuskiego
Krem budyniowy:
- 4 jajka
- 60g masła
- 1/2 lub 3/4 szklanki cukru (proponuje dodać najpierw 1/2 i spróbować, czy jeszcze dosypać)
- 1 mała torebka cukru waniliowego
- 3 szklanki mleka
- 3 kopiaste łyżki mąki pszennej
- 4 kopiaste łyżki mąki ziemniaczanej

-cukier puder do posypania

Sposób przygotowania:
Spody: Ciasto rozmrażamy do temp.pokojowej i rozkładamy  (na papierze do pieczenia)  na dwóch płaskich blaszkach. Nakłuwamy widelcem dość często po całej powierzchni i pieczemy każdy płat osobno ok.20min w 200C do ciemnozłotego koloru. Podczas pieczenia, kiedy ciasto będzie rosło cały czas nakłuwamy je widelcem, by pozostało płaskie. Wyjmujemy na kratkę i studzimy.

Krem: 2 szklanki mleka zagotowujemy w większym garnku wraz z cukrami i  masłem pokrojonym na kawałki na małym ogniu, aby się nie przypaliło. Osobno, do pozostałej szklanki mleka dodajemy jajka i miksujemy. Następnie dodajemy mąki i ponownie dokładnie miksujemy, aby nie powstały grudki.
 Zwiększamy ogień pod garnkiem z mlekiem, a kiedy będzie wrzało dodajemy jajeczną masę. Energicznie mieszamy, zmniejszamy nieco ogień i gotujemy, aż powstanie bardzo gęsty krem budyniowy. Pozostawiamy do ostygnięcia i zimny krem nakładamy na schłodzony, upieczony blat ciasta. Przykrywamy drugim blatem i posypujemy cukrem pudrem. Przechowujemy w lodówce.






piątek, 9 stycznia 2015

Gorąca czekolada z dodatkami



Najcudowniejszym momentem każdego zimowego, zaśnieżonego wieczoru jest filiżanka gorącej i nieprzyzwoicie słodkiej gorącej czekolady przy dobrym filmie. A kiedy płatki śniegu o nas zapomną zostaje jedynie słodki smak płynnej rozpusty... 




Aromatyczna gorąca czekolada:  (na dwie porcje)
- 100g gorzkiej czekolady 
- 100g śmietany 36 %
- 200-300 ml mleka (2 % lub 3,2%)
- 1 łyżka cukru trzcinowego
- 2 laski cynamonu 
- 1 laska wanilii

Dodatkowo: *
- łyżka likieru czekoladowego 
-łyżeczka esencji waniliowej
- pianki Marshmallows (moje kupiłam w Marks&Spencer)

Mleko zagotowujemy z cynamonem i ziarenkami wydłubanymi ze środka wanilii. Gotujemy na średnim ogniu ok.10min i doprowadzamy do wrzenia. Wyjmujemy korę  i zdejmujemy ewentualny kożuch. Wlewamy esencję i śmietankę. Chwilę jeszcze gotujemy i dodajemy połamaną w kostkę czekoladę, cukier i ewentualny alkohol. Gotujemy na małym ogniu i mieszamy, aż powstanie jednolity płyn. Jeśli chcemy, aby czekolada była gęstsza trzymamy jeszcze chwilę. Podajemy gorącą, a przed podaniem wsypujemy pianki. Jeśli poczekamy chwilę płyn będzie coraz gęstszy.

Zobacz inne przepisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...