Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owoce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owoce. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2016

Egzotyczne tiramisu z MANGO



Jesienna aura otoczyła nas chłodnym i smutnym płaszczem. Codzienny deszcz budzi nas rano, a wieczorem układa do snu. Zmusza do zakładania kaloszy i noszenia ciężkich parasoli na wszelki wypadek. Przestał cieszyć już nawet bordowy dywan z liści. I tak melancholijnie spoglądając na stosy książek kucharskich znalazłam katalog z egzotycznymi wakacjami wśród dzikich palm. Jakże kolorowy to był katalog. Pełen zieleni i żółci zupelnie nie podobnej do tej naszej jesiennej. Soczystej, zupełnie jak mango kupione kilka dni temu pod moim domem. Biszkopty i kawa były obok, więc w kilka minut zrobiłam najlepszy, najbardziej letni deser tej jesieni. Tiramisu z mango wjeżdża na stół.
Jest to ostatni przepis w ramach współpracy z marką Galbani. Poprzednie trzy przepisy znajdziecie tutaj.
PS
Wybór mascarpone do tego przepisu jest niezmiernie ważny. Wybierajcie tylko najlepsze (jak mascarpone Galbani) i nie miksujcie go na dużych obrotach. Najlepiej dodawajcie go stopniowo i mieszajcie za pomocą łopatki. A... i jeszcze coś. W oryginalnym przepisie na włoskie Tiramisu nie ma śmietany, ja jednak lubię ten delikatny dodatek, ale możecie go pominąć i dodać sam ser.*

Tiramisu z Mango  (ok.10-12słoiczków) 

- opakowanie sera mascarpone Galbani (500g)
-       - 300ml śmietany 30 %
-       - 3 żółtka i 2 białka (oddzielnie)
-       - 2 łyżki cukru pudru
-       - 1 duże opakowanie podłóżnych biszkoptów
-       - kubek zaparzonej czarnej, mocnej kawy
-       - kakao do posypania
-       - 2 dojrzałe mango
Dodatkowo dla tych, którzy chcą alkoholowy deser:*
-       2 łyżki kokosowego likieru

Z mango należy okroić miąższ wokół pestki. Na wyciętych kawałkach, za pomocą noża, robimy kratkę. Owoc wywijamy na zewnątrz i wycinamy powstałe kawałki mango.
Żółtka miksujemy z cukrem. Stopniowo dodajemy mascarpone i (w oddzielnej misce ubitą) śmietanę *. Delikatnie mieszamy za pomocą łopatki. Oddzielnie ubijamy na sztywno białka i dodajemy do masy jajecznej. Dodajemy alkohol, jeśli chcemy*. Mieszamy. Próbujemy do smaku, czy czegoś nie dodać (cukru lub akoholu).
Biszkopty maczamy w kawie obustronnie i wkładamy na dno naczyń, w których będziemy podawać deser. Na górę nakładamy po dużej łyżce musu, pokrojone mango i ponownie mus. Posypujemy kakao. Wkładamy o lodówki na min. trzy godziny, a najlepiej na noc. 

sobota, 2 lipca 2016

Czereśniowa bardzo krucha tarta

Po chwilowym kryzysie blogowym wracam z podwójną energią.
Z zapachem soczystych czereśni i ostatnich truskawek wyjadanych z łubianek.
Obiecuję, że wracam na dłużej :)


Bardzo krucha tarta z czereśniami
Ciasto:
-300g mąki 
- 170g masła
-70g drobnego cukru
- łyżeczka cynamonu
- 1 jajko i 1 żółtko
- 1 łyżka śmietany
Czereśniowe nadzienie:
- 600-700g czereśni
- szczypta (ok.1/3łyżeczki) gałki muszkatołowej i cynamonu
- szczypta kardamonu
- 1 lub 2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią ( w zależności od słodkości owoców)
- cukier puder do posypania
Składniki na ciasto łączymy ze sobą i wyrabiamy kulę, dzielimy na dwie równe części i wkładamy do lodówki na min.30min. 
W tym czasie drylujemy czereśnie i łączymy z przyprawami i cukrem. 
Jedną część ciasta wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy na koło o średnicy mniej więcej 23cm (średnica formy).  Formę do tarty smarujemy masłem, obsypujemy bułką tartą i nakładamy na nią rozwałkowane ciasto, oblepiając również boki. Nakłuwamy widelcem w wielu miejscach i  wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy ok.20min w 190 stopniach, aż do momentu zarumienienia. Spód studzimy i wyjmujemy z lodówki drugą część, którą rozwałkowujemy i wykrawamy paski na wierzch. Na spód nakładamy owoce, a następnie paski z ciasta. Pieczemy w 190 C jeszcze ok.20min. Studzimy i posypujemy cukrem pudrem.




wtorek, 31 maja 2016

Zdrowa tarta jaglana z owocami na Dzień Dziecka


Buniek je ją od dawna. Pierwszy raz zjadł na swoje pierwsze urodziny. Ja pożeram ją wraz  bez skrupułów. Dla Signora jest ona "dobra,ale zdrowa"-cokolwiek by to nie znaczyło.  W końcu nie zawiera w sobie ani grama cukru, a jeśli chcecie wyeliminować mąkę pszenną, możecie zastąpić ją mąką kukurydzianą 
 Jeśli szukacie, więc alternatywy do  slodkich ciast dla Was i dla Waszych małych szkrabów to to jest zdecydowanie dla Was !

A dla wszystkich większych i mniejszych życzę, aby nigdy nie utracili dziecięcej radości z małych rzeczy !



ZDROWA TARTA JAGLANA z owocami (przepis lekko zmodyfikowany z tej strony)
Spód:
- szklanka ugotowanej kaszy jaglanej (uprzednio opłukanej w gorącej wodzie)
- ok. 7łyżek mąki (może być pszenna, jaglana czy kukurydziana)
- jajko
- banan

Masa:
- 1/2 szklanki suchej kaszy jaglanej (uprzednio opłukanej dwa razy w gorącej wodzie)
- 2 szklanki mleka (może być krowie lub roślinne)
- 1 łyżka oleju kokosowego lub ewentualnie łyżka masła
- prawdziwa laska wanilii  (opcjonalnie)
- 1 łyżka kakao (opcjonalnie)
- łyżeczka cynamonu
- ok. łyżka syropu z agawy lub syropu klonowego (możemy również dodać miód, jeśli mamy większe dzieci)
- ulubione owoce (na które dziecko nie jest uczulone- uwazajcie z truskawkami)

Kaszę blendujemy i dodajemy resztę składników. Jeśli ciasto jest za bardzo klejące dodajemy więcej mąki. Wyklejamy nim tartkę (wcześniej nasmarowaną masłem i obłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy w 180 C przez ok.30-40min, aż do uzyskania złotego koloru i lekko podpieczonych boków. Studzimy.
Robimy krem- Na gorące mleko dodajemy suchą kaszę. Po chwili dodajemy olej/masło i ziarenka ze środka laski wanilli. Mieszamy, dodajemy cynamon, kakao i syrop.  Gotujemy do czasu, kiedy kasza  wchłonie mleko. Całość blendujemy. W razie konieczności dodajemy więcej syropu do smaku. Masę wylewamy na spód. Studzimy i wkładamy do lodówki.Przed podaniem układamy owoce.





poniedziałek, 16 listopada 2015

Gorący placek jabłkowy czyli Apple Pie

Piątek trzynastego okazał się dla nas wszystkich dramatyczny, bo słowo "pechowy" ni jak się ma do tego ci się stało w naszej ulubionej stolicy miłości Paryżu. W kącikach oka krystalizują się łzy.  W odbiornikach wciąż słychać coraz tragiczniejszą liczbę ofiar. 
Niebo, jakby solidaryzując się z resztą świata, cały dzień płakało deszczem. 
Smutno, pusto i strasznie się zrobiło na tym naszym pięknym świecie. 


Dobrze, że jest kawałek gorącego placka parzącego nasze palce.  Placek ten jest jednym z popularniejszych ciast w Ameryce i znamy go pod nazwą "apple pie". U nas, praktycznie to samo ciasto, jedynie w innej formie, zwie się szarlotką albo jabłecznikiem. I w każdej formie smakuje najlepiej !  

Apple pie 
Ciasto: 
- 450g mąki
-250g masła 
- 1 jajko
- 4 czubate łyżki cukru pudru
- łyżeczka ekstraktu z wanilli lub 1/2 łyżeczki sproszkowanej wanilli
Jabłka:
-1,5kg jabłek (najlepsze szare renety)
- 1 łyżka cynamonu 
- 3 łyżki brązowego cukru 
- 1łyżka miodu 


Jabłka kroimy na cienkie plastry (o grubości ok.3-5mm).  Mieszamy z cynamonem, cukrem i miodem i odstawiamy najlepiej na kilka godzin. 
Składniki na ciasto mieszamy, formujemy kulę i wkładamy do lodówki na min. godzinę.
Po tym czasie ciasto dzielimy na dwie części. Jedną część wałkujemy na placek i wykładamy na natłuszczoną i oprószoną bułką tartą formę (najlepiej o średnicy 27cm). Następnie układamy plasterki jabłek i wałkujemy drugą część ciasta na cienki placek o średnicy nieco większej niż forma.  Przyciskamy delikatnie i łączymy brzegi. Nakłuwamy wierzch ciasta w kilku miejscach (wystarczy zrobić nakłucie krzyżowe na środku) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190C. Pieczemy ponad godzinę (ok.60-70min w zależności od piekarnika).


sobota, 31 stycznia 2015

Panna Cotta i jej historia


  Panna Cotta. Po polsku znaczy tyle co gotowana śmietanka, a wyglądem raczej przypomina mleczną galaretkę. I choć dodatki do tego deseru mogą się różnić  ze względu na nasze upodobania i fantazje, to podstawowe składniki pozostają praktycznie niezmienione. Tłusta śmietanka, mleko, żelatyna (lub inny środek żelujący) i cukier to obowiązkowe elementy każdej Panna Cotty.
  Jak to bywa z historiami najpopularniejszych włoskich przysmaków nigdy nie są one do końca jasne i w dużej mierze zależą od regionu. Odnoszę wrażenie, że każdy Włoch wpierw wybiera sobie swoją ulubioną wersję i następnie dodatkowo ją koloryzuje, dodając przy tym pikanterii. Ja zdecydowanie wybieram historię z Piemontu, w którym to pewien kucharz przez nieuwagę zostawił garnuszek ze śmietaną i cukrem na ogniu, a ta ku jego zdziwieniu zgęstniała i nabrała delikatnego smaku. Niewiele co myśląc, przelał masę na talerzyk, dodał kwaskowaty mus ze świeżych malin i dumny zaniósł swojej żonie na spróbowanie. Później udoskonalił ją odrobiną wanilii i żelatyny. Inna historia odnosi się do mieszkanki Piemontu węgierskiego pochodzenia, której to przysmak zawierał także karmel i podawany był w kwadratowej lub prostokątnej formie. Trudno odkryć prawdziwą historię tego deseru, szczególnie że podobne przepisy pojawiały się także w książce kucharskiej „365 obiadów” Lucyny Ćwierczakiewiczowej czy „Kucharce litewskiej” Wincenty Zawadzkiej. Znajdziemy w nich na przykład przepis na krem śmietankowy z formy albo krem surowy ze słodkiej śmietanki.* 
 Skąd na prawdę Panna Cotta by nie pochodziła, to niewątpliwie jest to jeden z najpopularniejszych słodkich przysmaków Włoch, a swoją popularność zawdzięcza głównie prostocie jak i niezwykłe delikatnemu smakowi, który można udoskonalać wieloma wyrafinowanymi sosami i dodatkami.
Jeśli zachciało się Wam poczuć klimat słonecznych Włoch, zachęcam do odwiedzenia sklepu moich przyjaciół, gdzie znajdziecie tanie produkty przywiezione prosto z tego pięknego kraju. Znajdziecie je pod tym adresem: http://vivanda.com.pl !

P.s
Za piękne deseczki, jak i za przepis i inspirację dziękuje baaaaaaaaaaardzo mamie Signor Fly'a :) 
Panna Cotta (przepis na ok.8 małych porcji-jak na zdjęciu lub 4-6 większych naczynek)
- 250ml płynnej śmietanki 30 %
- 250ml tłustego mleka (min.3,2%)
- 50-60g cukru (w zależności od naszych upodobań i dodatków jakie chcemy użyć)
- 3 łyżeczki żelatyny + 2łyżki zimnej wody
- 1 laska wanilii

Sos:
- tabliczka gorzkiej czekolady
- pestki granatu lub zmiksowane świeże/mrożone maliny 

  Śmietanę podgrzewamy w rondelku wraz z mlekiem. Dodajemy cukier i wydrążone ziarenka wanilii. Podgrzewamy, aż cukier się rozpuści. W tym czasie żelatynę rozpuszczamy w zimnej wodzie i odstawiamy na 5min. Mleczny płyn doprowadzamy do wrzenia, odstawiamy z ognia i energicznie mieszamy, aż żelatyna się rozpuści. Masę przelewamy do naczynek/formy i odstawiamy do wystudzenia. Wkładamy na kilka godzin (min.5h) lub całą noc do lodówki. Stężone panny cotty wyjmujemy uprzednio wkładając formę/naczynka na chwilę do gorącej wody, aby łatwiej je wyjąć.
Przed podaniem rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej i miksujemy owoce lub wysypujemy pestki z przekrojonego granatu. Nakładamy na gotowe desery.


* fragment z artykułu "Światowa kariera panna cotty" Tessy Capponi-Borawskiej




niedziela, 26 października 2014

Bananowy chlebek z Jamajki i grillowane bananowe grzanki



Na Jamajce podobno jadają dokładnie taki chlebek. Tak przynajmniej twierdzi Robert Makłowicz w swojej książce "Fuzja Smaków". Przepis ten wpadł mi w ręce kiedy szukałam pomysłów na Śniadanie Kontynentalne, jakie przygotowywałam dla dziennikarzy kilku wydawnictw. Pomysł bananowego poranka tak mi przypadł do gustu, że swego czasu potrafiłam go piec niemalże codziennie. Miłość do tego wypieku pozostała do dziś. Kocham ten wilgotny i świeży smak poranka ! Niekiedy dodatkowo urozmaicam przepis grillując kromki na suchej patelni grillowej i podając je na ciepło z plastrami dojrzałego banana  polanego łyżką gryczanego miodu, bądź domowej Nutelli !
   I tak powstaje jamajskie śniadanie w naszej, nieco chłodniejszej części świata :)

UWAGA!
Przypominam, na wszystkie książki (kulinarne np."Zamień chemię na jedzenie" i te mniej kulinarne) do 15.11 macie zniżkę -35% ! Wystarczy, że klikniecie link poniżej,wybierzecie pozycje dla siebie i wpiszecie kod !
Kod: Fuzja35%
Link: http://www.znak.com.pl/specjalna,oferta,promo_blog_kulinarnafuzja?utm_source=blog&utm_medium=kulinarnafuzja&utm_campaign=promocja35


Jamajski bananowy chlebek (z przepisu "Fuzja Smaków" Roberta Makłowicza")
Składniki:
- 125g masła
- 2-3 dojrzałe banany
- 3/4 szklanki cukru+mała torebka cukru waniliowego
- 1duże jajko lub dwa mniejsze
- laska wanilii lub kilka kropli esencii waniliowej
- 250g mąki
- po łyżeczce (lub więcej) cynamonu, sproszkowanego imbiru i gałki muszkatołowej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- łyżeczka sody
- 125ml mleka
- 1/2 szklanki rodzynek
- 2 łyżeczki mocnego likieru orzechowego lub rumu + 1 łyżka do namoczenia rodzynek (opcjonalnie)
- szczypta soli
Grillowane bananowe grzanki (na 2 porcje):
- dojrzały banan pokrojony na plasterki
- 2-4 kromki chlebka
- 2 łyżki miodu (najlepszy gryczany) lub domowej Nutelli lub masła orzechowego
- lody waniliowe/śmietankowe/karmelowe

Rodzynki zalewamy na kilka minut wrzątkiem. Możemy do niego dodać łyżkę likieru, ale nie jest to konieczne. Odsączamy i odstawiamy na bok (najlepiej na suchy papier, aby wsiąkł nadmiar płynów)
Banany za pomocą widelca lub blendera rozcieramy na papkę.
Masło bardzo dokładnie ucieramy (mikserem lub w malakserze} z cukrem na jasną(wręcz białą) i jednolitą masę. Cały czas miksując, wbijamy jajko i dorzucamy banany. Teraz dodajemy ziarenka wanilii ze środka laski/esencję, mleko, alkohol i na samym końcu przesianą mąkę połącząna z proszkiem o do pieczenia, sodą i przyprawami (sól, cynamon, imbi, galka). Dorzucamy jeszcze rodzynki i dokladnie mieszamy. Ciasto wykładamy papierem do pieczenia i pieczemy w 170-180C przez ok 45min, aż do suchego patyczka. Ciasto musi być twardsze- można sprawdzić czy patyczek jest suchy.
Grillowane grzanki bananowe:
Kromki grillujemy na suchej patelni grillowej, kiedy widoczne będą już ślady po obu stronach, zdejmujemy na talerzyk. Nakładamy plastry banana i polewamy miodem. Jeśli chcemy posmarować nutellą lub masłem orzechowym zróbmy to przed nałożeniem banana.  Podajemy na ciepło z gałką lodów :)


piątek, 12 września 2014

Knedle ze śliwkami i wszystko co z nimi związane


Głęboki fiolet węgierek przywołał u mnie wspomnienia obiadów u dziadków. 
Na początku zrywało się dojrzałe owoce z drzewa na działce dziadka i z dumną  przynosiło w wiklinowym koszyku babci krzątającej się w kuchni. Istniało kilka wariantów na ich przerobienie (oczywiście jeśli nie zostały od razu zjedzone po przyniesieniu do domu). Często zasypywało się je słodką kruszonką i wyjadało z formy jeszcze gorące. Niekiedy też układało się je na drożdżowym placku. Były to jednak modyfikacje każdemu znane i choć pyszne, nie wzbudzały takich kontrowersji co inny przysmak przywieziony przez dziadków z ich rodzinnego miasta (Łodzi). Były nim knedle ze śliwkami podane na słodko-słonej młodej kapuście. Wszystko to okraszone masłem z bułką tartą z cynamonem i cukrem. To dziwne połączenie z czasem już nikogo z nas nie dziwiło. Wyjątkiem byli nowi członkowie rodziny, przychodzący na pierwszy obiad. Ich mina, początkowo pełna konsternacji i przerażenia, wkrótce po spróbowaniu tego dziwnego połączenia zmieniała się na uśmiech pełen radości i ulgi. I tak knedle ze śliwkami z kapustą gościły u nas kilka razy w sezonie. Dziś, po wielu latach sama dojrzałam do ulepienia własnych kulek ze słodkim środkiem. Tym razem jednak odpuściłam sobie gotowanie kapusty. Jednak polewa z bułki tartej,cukru i cynamonu była obowiązkowa !

P.S
Jeśli w ostatni piątek nie oglądaliście mnie w DD TVN, zapraszam do obejrzenia powtórki na:
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/na-sniadanie-omlet-z-platkami,141336.html

Tym razem gotowałam dania w ramach akcji "Zboże smakuje i inspiruje":
- omlety z płatkami kukurydzianymi
- kasza gryczana z suszonymi pomidorami i fetą
- ziołowy makaron z grzybami
- puszyste ciasto ze śliwkami 


Knedle ze śliwkami 
Na knedle:
- 700g ugotowanch i obranych ziemniaków
- 200g mąki pszennej + do posypania
- 50g mąki ziemniaczanej
- niecały kilogram śliwek węgierek (jędrnych i słodkich)
- 2 jajka
- 1/2 szklanki brązowego cukru (może być także zwykły)
- 1 łyżka cynamonu (można więcej-według uznania)

Do polania: (na oko)
- 3 łyżki masła
- ok. 2 łyżki bułki tartej
-ok. 2 łyżki cukru
- 1 łyżka cynamonu

Śliwki myjemy, suszymy na ręczniku i delikatnie przecinamy, aby usunąć pestki (ja ich nie przekrawam do końca). Cynamon wraz z cukrem łączymy w miseczce na później.
Ugotowane i jeszcze ciepłe ziemniaki przepuszczamy przez maszynkę (jeśli nie mamy praski użyjmy miksera lub blendera). Masę ziemniaczaną łączymy z dwoma rodzajami mąki i wbijamy do środka jajka. Wyrabiamy ciasto- ważne, aby nie przyklejało się do rąk i było zwarte. Dzielimy na kilka części i formujemy z nich wałki. Tniemy na małe kawałki, rozpłaszczamy na placek i na środek układamy po jednej śliwce, do której wsypujemy po łyżeczce mieszanki cukrowo-cynamonowej. Ciasto zawijamy dokładnie wokół owocu i formujemy kulkę. UWAGA: Nadmiar ciasta należy usunąć i wykorzystać do następnej śliwki.Knedle gotujemy w osolonej wodzie jeszcze ok.3-4 minut po wypłynięciu. Najlepiej sprawdzić po 3 minutach, czy kluski są już gotowe.
 W między czasie masło rozpuszczamy w małym garnku. Kiedy będzie płynne dodajemy bułkę, cukier i cynamon. Energicznie mieszamy i odstawiamy z ognia. Ciepłym sosem polewamy ugotowane knedle.
Podajemy od razu.

środa, 27 sierpnia 2014

Fotografia kulinarna dla blogerów i słodkie babeczki


  Zniknęłam. Na Mazurach bez zmian. Wciąż tak samo pięknie. Trochę więcej kolorowych restauracji i coraz mniej ryb w jeziorach. Trochę mniej gorącego słońca, za to bezmiar bocianów podkreślających uroki złocistych pól.
Beztroski czas wakacji przerwał chłód ulic Warszawy.
Wróciłam do starych garnków i do mojej biblioteki wypełnionej po brzegi nieprzeczytanymi książkami. Jedną z nich wzięłam na wakacje i zamknąwszy ostatnią stronę postanowiłam napisać skromną recenzję.



"Fotografia Kulinarna dla blogerów" to niebywałe kompendium wiedzy na temat podstaw fotografii. Nazwałabym go obowiązkowym podręcznikiem dla tych, którzy założyli kulinarnego bloga, biorą do ręki aparat i nie bardzo wiedzą co dalej.
Autor Matt Armendariz w niesamowicie bezpośredni i chwytliwy sposób przekazuje pożyteczne wskazówki, które w większości wynikają z jego własnego doświadczenia. Co ważne, udowadnia czytelnikom, że do zrobienia dobrych zdjęć nie potrzeba drogiego sprzętu. Najbardziej liczy się dobry pomysł i wykorzystanie domowych, najłatwiejszych sposobów. Pisarz przekazuje nam także swoją technikę na robienie zdjęć w restauracjach. Wystarczy mała latarka, ping-pongowa piłeczka i skrawek materiału, służący za modyfikator światła. Dzięki tym kilku przyborom, podświetlimy talerz i unikniemy włączania flesza, który może zdenerwować osoby w bliskim otoczeniu. Każdy rozdział to odpowiedź na nurtujące nas (blogerów) pytania. Przede wszystkim jaki aparat, jaki obiektyw, co oznaczają poszczególne tryby fotografowania, jak apetycznie sfotografować zupę, jaka perspektywa do jakiego dania i wiele innych.  Co ważne, niemalże przy każdym zdjęciu autor obrazuje w jaki sposób je zrobił, jaki był czas naświetlania, jaka przysłona, czy gdzie ustawiono potrawę w stosunku do okna, sztucznego światła lub innego obiektu.
  Chcąc być w pełni obiektywną, muszę jednakże opisać także te mniej pozytywne strony książki. Otóż... pisząc o niej jako o kompendium wiedzy miałam na myśli  podstawową wiedzę, którą bloger prędzej czy później sam zdobywa. Osobiście do większości  podanych informacji i wskazówek doszłam sama dawno temu. Raczej stało się to za sprawą prób i błędów i natrętnego szukania inspiracji w internecie i gazetach,  więc jeśli chcecie tego uniknąć ta książka jest świetnym zbiorem wszystkich tych niezbędnych informacji. Jestem jednak zmuszona odradzić ją osobom wgłębionym w temat robienia zdjęć kulinarnych. Jeśli posługujecie się głównie trybem manualnym, korzystacie z formatu RAW, znacie znaczenie odbicia światła na potrawę, Photoshop czy Lightroom nie jest Wam obcy, korzystacie z przeróżnych rekwizytów, a na samą myśl o użyciu flesza ciarki przechodzą Wasze serce....  dokładnie przejrzyjcie tę książkę przed jej kupnem. Prawdopodobnie nie odkryjecie w niej nic rewolucyjnego, a jedynie utrwalicie swoją wiedzę.

Reasumując, " Fotografię kulinarną dla blogerów" polecam osobom zaczynającym swoją przygodę z blogowaniem i robieniem zdjęć potraw. Będzie ona także niezastąpiona dla tych, którzy pragną pogłębić swoją wiedzę w temacie technik oświetlenia dania, czy stylizacji stołu.
 Pomimo wielu ciekawych informacji, nie polecam jej jednak osobom zaawansowanym w temacie fotografowania jedzenia, gdyż przedstawione informacje mogą okazać się zbyt oczywiste.


Tytuł: "Fotografia kulinarna dla blogerów"
Autor: Matt Armendariz
Wydawnictwo: Helion
Rok wydania: 2014



Babeczki z kremem czekoladowo-kajmakowym i ostatnimi sezonowymi malinami !

Kruche ciasto:
- 250g mąki
- 125g masła
- 50g cukru pudru
- 1 jajko

Łączymy powyższe składniki i wyrabiamy z nich kulę. Owijamy folią i wkładamy do lodówki na min.30min. Po tym czasie układamy na (wcześniej natłuszczone i obsypane bułką tartą) małe foremki lub jedną dużą formę do tarty i pieczemy w 180 C przez ok.20min, aż uzyskają złocisty kolor.

Krem czekoladowo-kajmakowy (z przepisu Magdy Gessler)
- szklanka śmietanki 36 %
- 4 łyżki cukru
- tabliczka gorzkiej czekolady ( ja użyłam 1,5 tabliczki, aby było bardziej czekoladowo)

Śmietanę gotować  z cukrem, aż uzyskamy gęstą konsystencję kajmaku. Osobno w kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę, którą dodajemy do powstałej masy. Dokładnie ją łączymy i wylewamy na ostudzone kruche ciasto. Na wierzch układamy do malinie lub innym owocu.


niedziela, 27 lipca 2014

Czarne porzeczki w kremie zamknięte w słoiku


Przez ostatnie dwa miesiące przekonywałam Was, że warto wykorzystywać w swoich przepisach sezonowe owoce miękkie. Były truskawki w cieście, na placuszkach i w mleku. Nie zabrakło także malin w ciastkach, borówek w tiramisu, czy mocno czekoladowego ciasta z czerwonymi porzeczkami. Ostatnio na obiad podawałam leniwe, a dziś na deser proponuję coś całkowicie innego. Jedwabisty krem z czarnych porzeczek na bazie żółtek, z delikatnym aromatem Amaretto. Idealny dla miłośników Lemon Curd. Do ciastek, tart, czy .... do wyjadania łyżką ze słoika !

Jedzmy i przetwarzajmy, więc wszystkie sezonowe owoce, aby mieć zapełnione spiżarnie na jesień i zimę.
Sezon tak szybko odchodzi...

Ciasteczka imbirowe (z przepisu Mała Cukierenka)
Ciastka:
- 1 całe jajko + 1 żółtko
- 2 i 1/2 szklanki mąki
- 1 łyżeczka sody
- 1/2 łyżeczki soli 
- 12 łyżki masła
- 2 łyżeczki sproszkowanego imbiru oraz cynamonu
- 1/2 łyżeczki zmielonych goździków
- niecała 1 szklanka brązowego cukru
- 1/4 szklanki melasy (jeśli nie macie zastąpcie ją ciemnym miodem)
- 2 łyżeczki świeżo startego korzenia imbiru

Masło rozpuszczamy i zdejmujemy z palnika. Dodajemy do niego przyprawy i odstawiamy na chwilę, aby się nieco schłodziło. 
W oddzielnej misce łączymy przesianą mąkę i dosypujemy do niej sodę z solą. 
Do płynnego masła dolewamy melasę, cukier i starty imbir. Dodajemy jajko, żółtko i miksujemy. Kiedy cukier już nie będzie chrzęścił, wsypujemy mąkę i dokładnie mieszamy. Masę przykrywamy folią i wkładamy do lodówki na godzinę.
Nastawiamy piekarnik na 180 C. Z ciasta formujemy kulki, które na końcu spłaszczamy i układamy na papierze do pieczenia. pieczemy ok 15min, aż będą zarumienione. Wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy na kratce do przestygnięcia.


BlackCurrant Curd (przepis z Moje wWypieki lecz zamieniony rodzaj alkoholu)

-250g czarnej porzeczki
- 2 żółtka
- 2 jajka
- 50-70g cukru ( w zależności od kwaskowatości owoców)
- 80g masła 
- 2 łyżki Amaretto ( w oryginalnym przepisie jest podany likier Casis)

Porzeczki dokładnie szypułkujemy i myjemy. Wrzucamy do garnka, dodajemy cukier i doprowadzamy do wrzenia. Chwilę gotujemy  i zmniejszamy ogień, aby wszystkie owoce się rozpadły i puściły sok. Przecedzamy przez sito i dokładnie odciskamy sok ze skórek i pestek.  Studzimy, aby sos był chłodny i wlewamy go z powrotem do garnuszka. Dodajemy jajka oraz żółtka. Roztrzepujemy. Dorzucamy kawałki masła i alkohol. Podgrzewamy, aż do czasu, kiedy uzyskamy gęstą i gładką masę.
Przekładamy do zaparzonego słoika i trzymamy do tygodnia. Podajemy z ciastkami imbirowymi lub innymi słodkościami !





Wpis Sfinansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw


niedziela, 20 lipca 2014

Leniwe na leniwy obiad




Dziś leniwe. Leniwe to wspomnienie ciepłego obiadu u dziadków. Babcia obficie polewała je masłem z bułką tartą i dużą ilością cynamonu. Słodkie kluski na stół lądowały zazwyczaj w piątek, wtedy kiedy ku rozpaczy dziadka i mojej radości, obowiązywał zakaz jedzenia mięsa. Szczęście było jeszcze większe, kiedy w starej spiżarni znajdywało się zakurzone słoiki babci ze słodkimi konfiturami z kwaśnych czarnych porzeczek. Wtedy to dużą łyżką wyciągało się zawartość weka i nakładało na  talerz z gorącymi leniwymi.
  Kilka dni temu kupiłam słoik czarnych porzeczek. Podobno dzięki czarnym porzeczkom pozbywamy się toksyn z organizmu, wzmacniamy serce i obniżamy ciśnienie krwi. Kilka wieków temu odkryto również, że owoce czarnej porzeczki są skuteczne na uciążliwe biegunki, bóle gardła czy infekcje oddechowe.
Przegryzając kwaśne owoce wróciłam do lat beztroskiego dzieciństwa i wakacji na działce. No i obowiązkowo ulepiłam leniwe.


Leniwe z sosem z czarnych porzeczek 

Leniwe (przepis na ok.4-5 os)
- 500g twarogu
- 2 łyżki cukru waniliowego
- 1 łyżeczka cynamonu
- 150g mąki
-  szczypta soli + szczypta do osolenia wody
- 2 jajka
Syrop z czarnej porzeczki z amaretto
- 300g czarnej porzeczki
- ok.1/2 szklanki cukru ( można więcej- w zależności od kwaskowatości porzeczek)
- 1 łyżka amaretto * (opcjonalnie lub inny alkohol)
- 1 łyżka soku z cytryny
- 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej *(opcjonalnie- jeśli sos będzie za rzadki)
Dodatkowo:
- jogurt/śmietana/serek waniliowy
- listki mięty lub bazylii
- cukier puder

Sposób przygotowania:
Sos:
Czarne porzeczki odszypułkujemy i dokładnie myjemy. Wkładamy do garnka. Czekamy, aż owoce puszczą sok. Wsypujemy cukier i sok z cytryny, zagotowujemy i zmniejszamy ogień, aż sos będzie gęstszy. Dodajemy alkohol. Chwilę jeszcze gotujemy. Jeśli jest za rzadki, łączymy łyżkę sosu z mąką- dokładnie rozpuszczamy ją i dodajemy do reszty.
Sos przecieramy przez sito ( zostawiamy 3 łyżki do dekoracji) i podajemy na ciepło z kluskami.
Leniwe:
Ser dokładnie rozgniatamy widelcem (możemy też delikatnie blendować). Dodajemy pozostałe składniki i zagniatamy (masa musi być nieco klejąca). Ciasto dzielimy na kilka części. Blat delikatnie posypujemy mąką i formujemy wałki. Kroimy ukośnie kluski na ok.2cm.
Wrzucamy na osolony wrzątek i gotujemy do momentu wypłynięcia.

Podajemy z ciepłym sosem, jogurtem/śmietanką/serkiem i listkami.
Możemy także posypać cukrem pudrem.







Wpis Sfinansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw

sobota, 12 lipca 2014

Kilka słów o Tiramisu



Zdjęcia z Londynu wciąż leżą w nieodkrytym stosie zdjęć do obejrzenia. Obiecuję, że jak najszybciej opiszę Wam znajdujące się tam skarby, ale ten tydzień przypominał kręcącą się karuzelę, w której każdy dzień wirował coraz szybciej. Ostatnie dni spędziłam na pieczeniu, prowadzeniu śniadań kontynentalnych w dwóch wydawnictwach i organizowaniu rodzinnego spotkania. I choć wiele trudnych spraw i decyzji przede mną, dopiero dziś głęboko oddycham i zakładam na nos różowe okulary.
  Deszczowe dni słodzę pucharkami pełnych słodkiej masy i aromatycznie namoczonych kawałków biszkoptów. Powiadają, że deser ten powstał przez kompletny przypadek dopiero w latach 60tych, kiedy to pewna Włoszka karmiąca piersią codziennie od swojej teściowej dostawała podwieczorek składający się z żółtek ubitych z cukrem, filiżanki kawy oraz kilku biszkoptów. Według starszej kobiety deser ten miał spowodować, że młoda mama będzie miała więcej mleka i sił do zajmowania się dzieckiem .  Po pewnym czasie, kiedy młoda kobieta wróciła pełna energii do pracy, czyli rodzinnej restauracji, podzieliła się pomysłem na deser z kucharzem tamże pracującym. Do podstawowych składników dodali jeszcze ser mascarpone. Namoczone w mocnym espresso biszkopty przekładali z masą serowo-żółtkową, a wierzch posypali obficie gorzkim kakao.
Deser został nazwany Tiramesu od czasownika Tirarsi su, oznaczającego podnieść się psychicznie i fizycznie. Natomiast tirami sù oznacza "poderwij mnie".
Co ciekawe oryginalny przepis nie zawiera ani alkoholu, ani śmietany, ani wszelkich innych dodatków.

BORÓWKI amerykańskie najlepsze do tiramisu
Jestem zdania, że dodatek likieru amaretto i owoców jest idealny. Dodałam już kiedyś maliny (przepis na Tiramisu pod malinami), a teraz czas na borówki, które niekiedy są nazywane także błękitnym skarbem. Zawierają one bowiem ogromną ilość antyoksydantów i antocyjanów, ważnych między innymi w zapobieganiu i leczeniu raka. Ponadto dzięki zawartości błonnika i innych dietetycznych właściwości, są one traktowane jako owoce wspomagające odchudzanie, a duża zawartość witamin typu A,B,C i E odpowiada za cofanie! procesu starzenia i zapobiegania infekcjom. Łączmy, więc siły Tiramisu i borówek !


(nie do końca oryginalne) TIRAMISU z borówkami
(dla ok. 6 osób)

Składniki:
- ok.400-500g borówek
- 250g mascarpone
- 250ml kremówki
- 2 paczki biszkoptów (typu sarvoiaa
- filiżanka mocnego espresso (najlepiej zrobionej we włoskim ekspresie)
- 4 łyżki cukru
- 4 żółtka
- 4-5 łyżek likieru amaretto
- ciemne kakao do posypania* (opcjonalnie)

Żółtka ucieramy z cukrem na jednolity gęsty kogel mogel. Kiedy masa będzie gotowa, ostrożnie dodajemy mascarpone. Delikatnie miksujemy.
W oddzielnej misce ubijamy kremówkę i dodajemy ją do reszty.
Zaparzamy kawę i przelewamy ją do głębszego półmiska. Wlewamy alkohol i mieszamy.
Po kolei każdy biszkopt delikatnie namaczamy w kawie z likierem(uważamy aby nie nasiąkły) i układamy w półmisku lub w pucharkach. Na to nakładamy część kremu, posypujemy borówki i kładziemy połowę biszkoptów (moczymy je w kawie tuż przed wyłożeniem). Nakładamy drugą część masy i całość posypujemy borówkami. Możemy sam wierzch posypać ciemnym kakao.
Wkładamy do lodówki na co najmniej 3 godziny (można też na noc).



Wpis Sfinansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw







sobota, 5 lipca 2014

O najlepszych ciastkach zainspirowanych porwaniem mnie w odległą krainę



  Nie dalej niż tydzień temu Signor Fly rozkazał mi spakować najważniejsze rzeczy w walizeczkę niewiele większą niż moja podręczna torba. Z szerokim uśmiechem zakomunikował, że wyjeżdżamy. "Zero pytań" dodał z dumą w głosie i odważnym krokiem wyszedł z pokoju. Na nic zdały się moje błagania i podchwytliwe pytania dotyczące pogody i sposobu podróżowania. W pośpiechu zdążyłam,więc chwycić do ręki aparat, parę butów i kilka niezbędników. Z przerażeniem w oczach patrzyłam na zawartość mojej szafy i wielkość walizki. Dyskutowałam, że" jeśli jedziemy/lecimy/płyniemy tam gdzie są same góry to po co mi szpilki? Ale jeśli lecimy na plażę...to muszę wziąć kostium? A jeśli do jakiegoś miasta...to przecież garderoba zupełnie musi być inna. A jeśli będzie padać to może płaszcz ! Ale po co płaszcz jeśli będzie słońce ! A parasolkę brać? Właściwie to ja już nigdzie nie jadę, bo co to za sens...jak nawet nie wiem co mam tam robić!" Po kilku godzinach pakowania i głośnych dyskusji wreszcie udało nam się dostać na lotnisko (przynajmniej zgadłam, że nie płyniemy promem). Wszyscy jednak byli tak tajemniczy, że dopiero stojąc pod bramką zobaczyłam magiczny napis "London". Tak to z małą walizeczką trafiłam do ogromnego i czarującego Londynu, w którym puby są przemoknięte od nadmiaru piwa, whiskey i cydru, metro ma 12 linii i 275 stacji, stare kamienice otaczają szklane wieżowce, a ludzie chodzą boso po jaskrawo zielonej trawie w Hyde Parku. No i jest mój najukochańszy Marks & Spencer Food, w którym chętnie spędziłabym pół wyjazdu( jak to dobrze,że choć Signor nie popada w obłęd kiedy zobaczy kilka słoiczków) ! 
  Ale o tym i o wielu fajnych miejscach napiszę w następnych postach, a tymczasem zapraszam Was na najlepsze ciastka, do zrobienia których zainspirowały mnie wypieki w jednej z najfajniejszych kawiarni w centrum Londynu.


CUD MIÓD MALINA
Najlepsze w tych ciastkach to połączenie białej czekolady i malin, które królują już na targach. Powoli i skutecznie wygryzają truskawki. Nic dziwnego, gdyż wystarczy jedna malina na podniebieniu, a jej słodki smak przenosi nas w odległe ścieżki lasu. Owoce te oprócz wielu witamin jakie w sobie zawierają, posiadają także mnóstwo błonnika (najpierw syci, a potem usprawnia trawienie), a ich 100g to tylko 47 kcal. Co ciekawe są one również doskonałym środkiem przeciwgorączkowym i przeciwzapalnym ! Cieszmy się, więc ich smakiem. Póki są :)





Najlepsze ciastka z malinami, białą czekoladą i kokosem !
(Przepis zaczerpnęłam z bloga Kwestia Smaku
Składniki:
- 100g masła
- 150g mąki
- 1/2 szklanki wiórków kokosowych (zachęcam do przygotowania ich własnoręcznie jak tutaj)
- 1/2 łyżeczki soli
- 1/2 szklanki cukru (najlepiej własnoręcznie zrobionego cukru różanego) -w przepisie było o połowę więcej, jednak dla mnie były troszkę za słodkie
- 1 jajko
- 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (nabyłam w Marks&Spencer)
- niecała tabliczka białej czekolady
- maliny (ok 300g) 
- do pomocy może Ci się przydać też pierścień/obręcz kuchenną do wykrojenia ciastek jeśli ciasto się rozleje)


Czekoladę kroimy na drobne kwadraciki. Ja każdą kosteczkę podzieliłam na ok 6 części. Suche składniki (mąka, wiórki, sól -bez cukru) mieszamy w jednej misce. Osobno ubijamy masło, dosypujemy cukier i jajko. Dokładnie miksujemy. Po pewnym czasie, kiedy cukier już przestaje chrzęścić, dolewamy ekstrakt, Dosypujemy składniki suche i miksujemy. Dodajemy czekoladę i delikatnie mieszamy. Za pomocą łyżki układamy małe porcje ciasta na blaszce wyłożonej papierem , zostawiając duże przerwy (lubi się wylewać). Na blaszce powinno zmieścić się ok. 5 dużych ciastek ! Nakładamy po kilka malin na wierzch i pieczemy  w 180 C przez ok. 12-15 min, aż do czasu kiedy na brzegach będą złociste, a w środku miękkie i jaśniejsze. Blachę wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy do ostygnięcia. Dopiero potem zdejmujemy nasze wypieki (na ciepło lubią się łamać).
Uwaga:
Jeśli ciasto wyleje się pod koniec pieczenia możemy wziąć obręcz i wykroić kształt ciastek. 


Wpis Sfinansowany z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw





Zobacz inne przepisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...